środa, 1 lutego 2012

Koci Mędrzec

Obserwowałem ją kiedy spała. Wieczorne siadanie na jej szafie było moim małym rytuałem. Stamtąd wyglądała tak ślicznie, kiedy przewracała się z boku na bok. Była taka delikatna, taka bezbronna, tak zabawnie dziecinna, chociaż przecież już od jakiegoś czasu była fizycznie dojrzałą kobietą. 

Spotkaliśmy się po raz pierwszy na cmentarzu, kiedy stawiała świeczkę na grobie swojej ciotki. Przechadzałem się między alejkami. Była taka urocza. Miała wtedy zaledwie dwanaście lat. Zauważyła mnie. Nie wiem dlaczego akurat ona, przecież ludzie codziennie mijali mnie całkowicie ignorując moje istnienie. Ale nie ona. Tamtego dnia spojrzała mi w oczy i szepnęła szybko „Wiem, kim jesteś. Będę odwiedzać cię co roku.”  Byłem w szoku, który odebrał mi zdolność myślenia.

Zgodnie z daną mi obietnicą, wracała zawsze po roku. Byłem jednak zbyt nieśmiały i chowałem się za nagrobkami, by móc obserwować ją z ukrycia. Widziałem jak się zmienia, jak jej okrągłe rysy, wysmuklają się coraz bardziej. Z roku na rok była coraz piękniejsza.

W końcu przestała przychodzić, a ja zacząłem jej szukać, aż wpadłem na jej trop. Co noc wślizguję się do jej domu przez otwarte okno i obserwuję ją kiedy śpi.

Ona jedyna odkryła duszę zaklętą w ciele czarnego kota, o seledynowych ślepiach. Może była w stanie zrzucić mój ciężar, pomóc mi odejść tam, gdzie moja dusza być powinna. Ja jednak nie chciałem tego, bo wtedy nie mógłbym już zakradać się przez okno i patrzeć na parę wydobywającą się z jej malinowych ust.

Czasami siadywałem na parapecie jej okna i obserwowałem ją kiedy płakała. Robiła to głównie wieczorami, żeby nikt nie widział. Była nieszczęśliwa, ale nie przeszkadzało jej to w uśmiechaniu się do wszystkiego i wszystkich za dnia. Bardzo chciałem jej pomóc, ale jako kot niewiele miałem możliwości, tylko tą jedną, mieć nadzieję, że nadejdzie taki czas, w którym jej serce zazna ukojenia.

Dziwiłem się często dlaczego ta młoda kobieta, spędza wieczory samotnie. Żaden mężczyzna nie był w stanie przejść obok niej obojętnie, a jednak była sama i wciąż płakała. Każdy jej czyn nawet najdrobniejszy emanował miłością. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiej kobiety, tak bardzo pełnej miłości, a równocześnie tak samotnej. Tak spragnionej by kogoś tą miłością obdarzyć.

Było w jej życiu kilku mężczyzn, ale tak się złożyło, że każdy traktował ją powierzchownie i przedmiotowo. Mimo to nie zraziła się do nich, wciąż czekając na tego, z którym znajomość nie będzie tylko bolesnym epizodem, a przerodzi się w coś wartościowego i pięknego. Nie znalazł się jeszcze taki, który z równą fascynacją, jak moja, zechciałby poznawać najdziwniejsze nawet zakamarki jej duszy. Gdybym miał taką możność, z pewnością przybrałbym ludzką postać i zapukał do jej drzwi, zamiast wkradać się przez okno jak nocny złodziej.

Niesamowite było to, że mimo młodego wieku, nie oceniała ludzi po wyglądzie, nie interesowała ją fizyczność jako taka, lecz poszukiwała raczej jedności duchowej z drugim człowiekiem. Jednak w materialnym świecie, w którym rządzi pieniądz, często nie dostrzega się takich ludzi jak ona.  Niejeden człowiek, mógłby ją określić mianem dojmująco zwyczajnej, dlatego, że w dzień studiowała, wieczorem albo szła do biblioteki, albo siadała w fotelu i czytała książkę. Czasami szła na spacer nad morze z przyjaciółmi, lub spokojnie popijała kawę w jednej z pobliskich kawiarni. Nigdy nie udawała, że jest kimś innym, albo, że coś innego sprawia jej przyjemność większą, niż to, co cieszy ją w rzeczywistości. Nie starała się też jakoś specjalnie nadążać za światem, żyła swoim własnym rytmem.

Czasami budziła się w środku nocy tylko po to, żeby szerzej otworzyć okno i spoglądać na księżyc. Fascynowały ją zjawiska majestatyczne- nazywała tak rzeczy, na które człowiek nie ma wpływu. Chodziło tutaj o idealną, nieskalaną, niewidoczną gołym okiem z Ziemi strukturę księżyca, o burze, ulewne deszcze- przed którymi nigdy nie lubiła się chować. Wszystkie te zjawiska napawały ją szczerą i bezgraniczną miłością do świata, a równocześnie uświadamiały jej, jak słaby jest człowiek, i jak niewiele znaczy, że gdzieś tam musi być coś większego, jakiś Absolut, obdarzony bezgraniczną siłą i mądrością. 

Tego dnia siedziałem na parapecie, okno miała na tyle duże, że jeśli było się dostatecznie blisko, można było bez problemu oglądać całe pomieszczenie. Dzisiaj wydawała mi się bardziej energiczna niż zwykle, pełniejsza życia. Tym bardziej zdziwiłem się, dlaczego ściągnęła z szafy swoje pudło z pamiętnikami i zaczęła przepuszczać zapisane kartki przez bezlitosną niszczarkę. Czasami zatrzymywała na chwilę swoje niszczycielskie działania, żeby coś przeczytać i zaśmiać się. W końcu zrozumiałem, że nie jest to pozbawiony motywów wybryk. Zwykle, kiedy zaczynał się w jej życiu nowy etap, brała kuchenne nożyczki i ścinała sobie włosy wedle własnego upodobania, aby potem umówić się do fryzjera i wyrównać to, co jej nie wyszło. Zrozumiałem, że niszczenie pamiętników, symbolizowało jeszcze mocniej przejście do kolejnego etapu. W pięćdziesięciu ośmiu zeszytach, było zapisane całe jej życie, od czasów szkoły podstawowej. Nie wiedzieć czemu żegnała się z nim, jakby z ulgą. Nawet na chwilę, piękny uśmiech, nie spełznął z jej ust. Było w tym coś szalonego, a równocześnie intrygującego. Niszczarka co jakiś czas się zapełniała, i dziewczyna przekładała paski papieru do wielkiego, niebieskiego worka.

Może nie chciała żeby ktokolwiek w przyszłości czytał jej pamiętniki, poznał ją tak naprawdę, do końca, tak, jak nawet ona sama siebie nie znała? A może po prostu nie chciała powierzać życia dziewięćdziesięciokartkowym zeszytom w niebieską kratkę? Może uznała, że te pamiętniki są jak stary przyjaciel z dawnych lat, że przychodzi taki moment, kiedy po prostu trzeba się z nim pożegnać, bo wraz z nim nie można już zrobić ani jednego kroku wprzód?
W pamiętniku opisywała wszystko, wiem, bo kiedyś gdy szła spać, zostawiła na biurku jeden z zeszytów, a ja nie mogłem się powstrzymać by do niego nie zajrzeć i nie poznać jej jeszcze trochę lepiej. Nie było niebezpieczeństwa, że wyznam komuś jej tajemnice, dlatego nie czuję się winny, że pozwoliłem sobie wkroczyć w jej prywatne życie, o czym zresztą nigdy się nie dowiedziała. Opisywała radości i cierpienia, bóle i najgłębsze marzenia. Wszystkie jej słowa były prawdziwe, choć można było z łatwością zauważyć, że przebija przez nie jakaś bliżej niesprecyzowana i najgłębsza tęsknota serca. Przez te wszystkie lata, kiedy obserwowałem jej najdrobniejsze zachowania, zawsze było coś takiego, czym mnie zaskakiwała.

Kiedy już wszystkie zeszyty zostały zniszczone, wyszła na chwilę z domu by wyrzucić śmieci. Potem wróciła i zachowywała się tak, jakby na coś czekała. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Do jej mieszkania wszedł jakiś mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Miał na sobie flanelową koszulę w kratę i beżowe spodnie typu sztruksy. Okno było przymknięte, więc nie wiedziałem o czym rozmawiali.

Widziałem tylko jak ona uśmiecha się niemal bez przerwy. Kobieta na chwilę wyszła z pokoju, mężczyzna siedział na kanapie opierając dłonie o swoje kolana i bezwiednie wpatrywał się z uśmiechem w parkiet. Wróciła do pomieszczenia trzymając tacę, na której stały dwie filiżanki kawy i pudełko z ciastkami. Rozmawiali i popijali gorący napój. Mężczyzna wstał, chyba pytał, czy może przejrzeć jej księgozbiór, bo kiedy kiwnęła głową podszedł do obszernego regału z książkami. Pewnie opowiadała mu o tym co przeczytała, czego jeszcze nie zdążyła i jakie dzieła poleca. Był bardzo zainteresowany, prawdopodobnie też przeczytał wiele książek. Nie wiem skąd nagle znalazł się w jej domu, ale podejrzewam, że to nie było ich pierwsze spotkanie. Pewnie widywała go gdzieś, może na uczelni, może w pracy, albo w bibliotece. Potem wyszli z domu, podążyłem za nimi, poszli nad morze, ciągle rozmawiali, przez grzeczność postanowiłem nie podsłuchiwać i poprzestać jedynie na przyglądaniu się im.

Przypomniało mi to kadry z mojego dawnego życia z Anną. To dziwne, jak dawno o niej nie myślałem, ciekawe czy też została zaklęta w kota, czy może jest zupełnie gdzieś indziej. I nagle pojąłem, to nie jest kara za grzechy z dawnego życia. To nie przewinienia z dawnych lat trzymają mnie w ciele kota, wśród żywych. Przede wszystkim zrozumiałem, że ten stan rzeczy nie jest bezcelowy. Miałem stróżować tej młodej kobiecie, do której przywiązałem się przez lata. To nie była żadna klątwa, ale zadanie. Miałem jej doglądać i pilnować, by tego dnia, kiedy odpowiedni człowiek stanie na jej drodze, przypomnieć sobie o Annie, mojej ukochanej żonie i odejść tam gdzie ona, na zawsze uwolnić duszę od ciała i odejść tym razem ostatecznie. 

Teraz miałem zostawić dziewczynę w dobrych rękach i pozwolić jej co wieczór uśmiechać się przez sen, bo tego dnia osiągnąłem pewność, że już nigdy nie zapłacze w poduszkę, a nawet jeżeli, to na pewno nie będzie z tym sama. Bo obok niej, od teraz, zawsze będzie ktoś, kto obejmie ją ramieniem,  wytrze jej łzy i każdym swym uczynkiem oraz słowem, będzie dawał jej gwarancje swoich uczuć. Ucieszyłem się w duchu, że choć ona pewnie jeszcze tego nie wie, to już odnalazła to, za czym tak przez lata płakała w poduszkę. Nie potrzebuje już tajnego obserwatora, jakim byłem, teraz kto inny będzie jej doglądał. Postanowiłem zabrać pamięć o nich, idących razem i radośnie rozmawiających, tam, dokąd teraz przyszło mi odejść.
*
-Zobacz, ten kot… Chyba zdechł. Nie powinien tak leżeć na chodniku, ludzie udają, że go nie widzą, jeszcze go ktoś rozdepcze…- powiedziała ze smutkiem spoglądając na czarnego futrzaka, który leżał bezwładnie na ziemi. Wracali właśnie znad morza.

-Niedaleko mieszka mój przyjaciel, poczekaj tu na mnie, proszę, pójdę do niego i pożyczę łopatę, na pewno ma jakąś piwnicy.- powiedział i ruszył pewnym krokiem w stronę blokowisk.

Zaskoczyło ją to, że w ten sposób zareagował. Ktoś inny z pewnością popukałby się w głowę i kazałby jej obojętnie ominąć martwe zwierzę. Nie potrafiłaby się jednak na to zdobyć, była bardzo wrażliwa, a na dodatek, ten kot… Miała wrażenie, jakby kiedyś gdzieś już go widziała, w jakimś niewytłumaczalnym sensie czuła więź łączącą ją z tym zwierzęciem.

Po jakimś czasie, mężczyzna wrócił z łopatą i razem udali się na okoliczne pustkowie, żeby pochować kota. Są na świecie takie rzeczy, których człowiek nie jest w stanie pojąć od razu, ale nigdy nie ujdą one uwadze kociego mędrca.