piątek, 10 lutego 2012

Mistrz katastrof

Myślałem, że wszystko będzie pierwszorzędne. Tylko, że tak to jest, zawsze wiele myślę, a wychodzi, jak wychodzi. Moja dziewczyna miała dziś urodziny, zrobiłem tort truskawkowy. Jeżeli już musicie wiedzieć, to mam cukiernicze zdolności. Wszystko miało być tego dnia perfekcyjne, tak bardzo chciałem jej pokazać, że mi na niej zależy. Nawet napisałem piosenkę, to prawda, że była pełna powtórzeń i nieco banalna, ale przecież liczy się gest. W prezencie kupiłem jej ramkę na zdjęcia i wafle ryżowe, bo widziałem, że dużo ich je. Myślałem, że trafiłem w dziesiątkę, ale okazało się, że nie trafiłem nawet w tarczę. 

Przyszła do mnie do domu, a ja zacząłem śpiewać piosenkę. 

-Boże, robisz to, po to, żeby mnie odstraszyć? 

Ale nie poddałem się, dałem jej prezent, skąd mogłem wiedzieć, że będzie już tylko gorzej. 

-Wafle ryżowe? Sugerujesz, że jestem gruba? 

Miałem nadzieję, że poprawię sytuację, gdy na stole pojawi się tort. 

-Truskawki? Mam uczulenie! Chciałeś mnie otruć? Z nami koniec! 

Starałem się. Wyszło jak zawsze. Następnym razem, w ogóle nie będę się starał. No tak, zapomniałem, następnego razu nie będzie. Zerwała ze mną, po tym jak wysmarowałem jej twarz truskawkowym tortem, ale wiecie co? Nie żałuję. Mój współlokator zrobił naprawdę świetne zdjęcia, a umazana tortem buzia Anki straszy mieszkańców całego miasta, razem z kumplami wykupiliśmy trzy billboardy, co jakiś czas zbieramy gratulacje, albo siniaki, cóż...okazało się, że Anka ma kilku naprawdę bojowych znajomych. 

Mimo wszystko... warto było.