piątek, 17 lutego 2012

Niepokojący feminizm

Czy jestem feministką? Nie, nie w takim znaczeniu, jakie coraz częściej udaje mi się zaobserwować. Feminizm, jak wiemy ściśle wiąże się z równouprawnieniem kobiet, co z kolei wiąże się z większym udziałem kobiet w życiu społecznym, równymi zasadami pracy kobiet i mężczyzn, i tak dalej… Ale nie o tym feminizmie będzie tutaj mowa. 

Otóż często spotykam się z dziwnym zjawiskiem, które za każdym razem wywołuje u mnie wewnętrzny niesmak. Mężczyźni nie przepuszczają kobiet w drzwiach, nie pomagają im nosić ciężkich walizek, siatek. Często jak jestem w sklepie, w kinie, czy gdzieś indziej, widzę jak mężczyźni przepychają się do kolejek przed kobiety, taranując je, często nawet braknie im siły, żeby się odwrócić i przeprosić, a jedyne co można wówczas usłyszeć, to „sorry” od pleców takiego jegomościa. Na zarzuty dotyczące tego prymitywnego zachowania, panowie odpowiadają „Jestem zwolennikiem feminizmu.”. Kiedy pierwszy raz usłyszałam tą odpowiedź, zamurowało mnie, nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Gdy opowiedziałam o tym znajomej, skomentowała to następująco: Człowiek wykształcony, a mówi takie rzeczy… Nie uważam, żeby dobre wychowanie było determinowane przez wykształcenie (choć czasem te dwie rzeczy idą w parze, to jedno nie jest zdeterminowane przez drugie, i na odwrót). 

Feminizm, feminizmem, ale co z dobrymi manierami, szacunkiem do drugiej osoby? Mam wrażenie, że feminizm z jakim mamy do czynienia teraz, nie jest zjawiskiem pozytywnym. Nic nie zmieni tego, że kobieta jest kobietą, winna być zatem traktowana jak kobieta. 

Z niesmakiem patrzę na sytuacje, z którymi często można spotkać się w autobusie, czy w tramwaju. Dziewczyna jedzie ze swoimi kolegami, wszystkie miejsca siedzące są zajęte, ona stoi, a jej koledzy siedzą w najlepsze. Po minie dziewczyny widać, że nie jest zadowolona, ale dobre maniery nie pozwalają jej zwracać im publicznie uwagi. 

„Zwolennik feminizmu” to z pewnością bardzo wygodne wytłumaczenie na lenistwo, notoryczne okazywanie braku szacunku, i na udawanie niezdolności do jakiegoś większego wysiłku. Ciekawa jestem w takim razie, czy jeżeli „Zwolennik feminizmu” pozwoli sobie na jakiś haniebny czyn i w związku z tym zostanie uderzony przez kobietę, to również ją uderzy zostawiając parę siniaków na jej twarzy? Jest „Zwolennikiem feminizmu”, ona pierwsza go uderzyła, więc dlaczego on miałby tego nie robić. Straszne, ale jeżeli mężczyźni (na szczęście nie wszyscy) już teraz okazywanie braku szacunku, zasłaniają feminizmem, to równie dobrze mogą nim zasłonić przemoc. Przecież mężczyźni czasami między sobą wszczynają bójki, czemu by ich nie wszczynać z kobietami? Jeżeli panowie potrzebują jakiegoś powodu, żeby traktować kobietę z szacunkiem (chociaż moim zdaniem, w normalnym przypadku, żaden powód nie jest potrzebny, a normalny mężczyzna po prostu umie się właściwie zachować), może być to, że to właśnie kobiety są naturalnie uwarunkowane do rodzenia dzieci, to w nich przez dziewięć miesięcy rozwija się życie. Zatem mężczyźni powinni szanować kobiety, choćby przez szacunek do własnych matek. 

Sprawa szacunku zasługuje chyba na osobny tekst, ponieważ żyjemy w czasach, w których wiele się o szacunku mówi, a mało się go okazuje. 

Nie chciałabym jednak kończyć tego wywodu wnioskiem, że wszyscy mężczyźni są źli i nie potrafią się zachować. Podkreślam, że chodziło mi o zarysowanie szerzącego się zjawiska, a nie wrzucanie wszystkich do „jednego worka”. 

A panom przypominam, że kobiety lubią być przez was szokowane, ale tylko pozytywnie, nie negatywnie.

napisane: 17 lutego 2012