sobota, 14 kwietnia 2012

Na granicy

Siedzę na biurku i wyobrażam sobie, że siedzę na dachu wieżowca, że macham swobodnie nogami zupełnie tak, jakbym była nieśmiertelna. Czuję na twarzy chłodny powiew wiatru. Wysyłam myśli w przestrzeń. Czuję wolność, a do oczu napływają mi łzy wzruszenia. Słyszę ciszę i szepczący wiatr, czy może być coś piękniejszego? Jestem na granicy życia i nieżycia. Jeden drobny ruch i to wszystko może się skończyć. Jak ciekawie jest czuć pełnię człowieczeństwa, ulotność życia. Jak miło byłoby kiedyś zjeść śniadanie na dachu, w towarzystwie dobrego rozmówcy. 

Z marzeń zbudził mnie dźwięk dochodzący z kuchni, gwiżdżący czajnik. 

To przecież tylko biurko.