sobota, 5 maja 2012

Na jawie


Siedziała na plaży przesypując w rękach ziarenka ciepłego piasku. Nie tak dawne czasy, w których to czuła się zagubiona i samotna, odpłynęły gdzieś, w daleką niepamięć. Nie potrafiła przypomnieć sobie odczuć, które dominowały w niej podczas bezsennych, pełnych bólu nocy, mieszających się z niemym krzykiem i łzami samotności. Ból, który niegdyś rozwrywał ją od środka, zniknął, niemalże tak gwałtownie, jak się pojawił. Nie pamiętała już dlaczego wtedy czuła się tak źle, wszystkie negatywne odczucia zostały zastąpione przez te dobre. 

Teraz siedziała tutaj, z wiarą, nowymi nadziejami i uśmiechem. Z tym wspaniałamym uczuciem, że po raz pierwszy od dawna może być naprawdę sobą,  tą, o którą przez lata walczyła, której starała się nie zatracić w niewiele wartych bogactwach tego świata. Przez ten długi czas tęskniła za sobą samą, czekając aż ktoś ją obudzi.
I stało się. Wreszcie ktoś odkrył ją taką prawdziwą, taką jaką jest. 

Wystawiła buzię do słońca, nie czując już potrzeby chowania się przed nim. Pozwoliła żeby wiatr rozwiał jej włosy i siedziała tak jeszcze kilka godzin. Delektując się tym uczuciem, które sprawiało, że czuła się kompletna, niepozbawiona żadnego elementu. 

Po raz pierwszy w życiu, jej spojrzenie na świat było tak wyraźne. Dostrzegła wokół siebie wszechobecną dobroć, w którą zawsze wierzyła, a która teraz zdawała się urzeczywistniać.

Zasnęła, ale tym razem po to, by obudzić się uśmiechnięta. 

piątek, 4 maja 2012

Otulona.


Zawsze lubiłam dostrzegać różnice, obserwować mimikę i promienie światła padające na twarze, najbliższych mi osób, tych, których doprowadziłam do siebie na tyle blisko, by mogły powiedzieć, że mnie znają. Lubię zapamiętywać ich uśmiechy, spojrzenia, dźwięk głosu, śmiechu.  Jest tych osób bardzo mało i może właśnie dlatego są tak bardzo ważne, dlatego chcę je zapisać w środku siebie, tak wyraźnie, jak to tylko jest możliwe.

Czy się boję? Każdy się czegoś boi, ja też. A wtedy, kiedy pokazuję komuś swój świat, pozwalam mu patrzeć moimi oczami, jestem zupełnie bezbronna i wiem o tym, ale ufam, a kiedy już zaufam to na poważnie.

Ciekawe, ale o tych najprostszych, najbardziej oczywistych rzeczach, relacjach, ciężko jest cokolwiek powiedzieć, czy napisać, bo niezależnie od tego, co by się napisało, co by się powiedziało, to wydaje się być wciąż za mało. A jednak, pomimo tej świadomości, a może właśnie ze względu na nią, czuje się silną potrzebę pokazania tej wyjątkowej osobie, jak bardzo jest dla nas ważna, jak wiele znaczy dla nas to, że możemy pokazać jej prawdziwych siebie, a nie tę maskę przywdziewaną na co dzień . I chcemy rejestrować… Ja chcę rejestrować, każdy drobny szczegół i cieszyć się, że jest tak właśnie. Tak dobrze, tak… jak w domu

środa, 2 maja 2012

Chwile


Lubiła czasami przesiadywać na strychu i zapisywać mniej lub bardziej banalne myśli, w dużym zeszycie w kratkę, z pożółkłymi kartkami. Zaszywanie się akurat tutaj sprawiało jej przyjemność, ponieważ było to najspokojniejsze miejsce w całym domu. Raczej nie była typem samotnika, ale bardzo ceniła sobie święty spokój i niewinną kontemplację. 

Na środku poddasza, pod szarym od kurzu prześcieradłem, stał stary gramofon, który odkryła pewnej zimy, kiedy przyszła tutaj jak zwykle bez żadnego konkretnego celu. Gdy okazało się, że gramofon jest w pełni funkcjonalny, zaczęła tu przychodzić jeszcze częściej, choć zwykle spędzała tutaj tylko chwilę. 

Kiedy słuchała płyt trzymając kubek sparzonej, dopiero co zerwanej z ogrodu, mięty, czuła się szczęśliwa i zharmonizowana z samą sobą. Czas zdawał się nie płynąć, a przestrzeń również stawała się jakby mniej ważna, mniej zajmująca niż zwykle. Uwielbiała całą sobą odczuwać muzykę wydobywającą się ze starego gramofonu i aromat świeżej mięty unoszący się po całym poddaszu. Lubiła ten swój świat wewnętrznych przeżyć. Dopuszczała do niego najbliższe sobie osoby, mając przy tym świadomość, że nie zawsze muszą one mieć ochotę na to, by dzielić z nią te, tak całkiem zwyczajne chwile. Czasem mąż przychodził na górę, opatulał ją kocem i siedzieli sobie razem w ciszy, kontemplując niepłynący czas i słuchając muzyki, chłonąc chwilę bez potrzeby kreowania sztucznych sytuacji. 

Moment schodzenia po schodach był dla niej równie ważny, co chwile spędzane na strychu, wtedy to opuszczała swoje zaczarowane miejsce i dalej mogła być żoną, matką, kobietą...Taką, jaką najbliżsi chcieliby ją widzieć, uśmiechniętą, spokojną, szczęśliwą, zainspirowaną otaczającym ją światem i taką , jaką ona sama zawsze chciała się stać. Dzięki temu, mogła im dawać to, co najlepsze i była zdecydowana robić to, choćby i do końca świata. 

wtorek, 1 maja 2012

Summertime

Summertime… 

Pierwsze intensywne promienie słońca w tym roku, niby nieróżniące się niczym od tych zeszłorocznych, a jednak.
Jest inaczej, a słowa których kiedyś było za dużo, ulatują same, być może wcale nie są aż tak potrzebne, jakby mogło się wydawać. Być może da się złożyć zdanie z „po prostu” i „w sumie”. 
Po raz pierwszy, odkąd nauczyłam się mówić, nie odczuwam potrzeby robienia tego nieustannie i chyba tego nie spodziewał się nikt, łącznie ze mną. 

…One of these mornings 
You’re goin’ to rise up singing 

A teraz chcę słuchać i chłonąć to wszystko. 
Słuchać i być bardziej niż dotychczas. 
Słuchać i się uśmiechać. 
Zainspirowana i zagubiona w swoich własnych słowach. 

Then you’ll spread your wings 
And you’ll take the sky. 

W sumie… Ja po prostu…