środa, 2 maja 2012

Chwile


Lubiła czasami przesiadywać na strychu i zapisywać mniej lub bardziej banalne myśli, w dużym zeszycie w kratkę, z pożółkłymi kartkami. Zaszywanie się akurat tutaj sprawiało jej przyjemność, ponieważ było to najspokojniejsze miejsce w całym domu. Raczej nie była typem samotnika, ale bardzo ceniła sobie święty spokój i niewinną kontemplację. 

Na środku poddasza, pod szarym od kurzu prześcieradłem, stał stary gramofon, który odkryła pewnej zimy, kiedy przyszła tutaj jak zwykle bez żadnego konkretnego celu. Gdy okazało się, że gramofon jest w pełni funkcjonalny, zaczęła tu przychodzić jeszcze częściej, choć zwykle spędzała tutaj tylko chwilę. 

Kiedy słuchała płyt trzymając kubek sparzonej, dopiero co zerwanej z ogrodu, mięty, czuła się szczęśliwa i zharmonizowana z samą sobą. Czas zdawał się nie płynąć, a przestrzeń również stawała się jakby mniej ważna, mniej zajmująca niż zwykle. Uwielbiała całą sobą odczuwać muzykę wydobywającą się ze starego gramofonu i aromat świeżej mięty unoszący się po całym poddaszu. Lubiła ten swój świat wewnętrznych przeżyć. Dopuszczała do niego najbliższe sobie osoby, mając przy tym świadomość, że nie zawsze muszą one mieć ochotę na to, by dzielić z nią te, tak całkiem zwyczajne chwile. Czasem mąż przychodził na górę, opatulał ją kocem i siedzieli sobie razem w ciszy, kontemplując niepłynący czas i słuchając muzyki, chłonąc chwilę bez potrzeby kreowania sztucznych sytuacji. 

Moment schodzenia po schodach był dla niej równie ważny, co chwile spędzane na strychu, wtedy to opuszczała swoje zaczarowane miejsce i dalej mogła być żoną, matką, kobietą...Taką, jaką najbliżsi chcieliby ją widzieć, uśmiechniętą, spokojną, szczęśliwą, zainspirowaną otaczającym ją światem i taką , jaką ona sama zawsze chciała się stać. Dzięki temu, mogła im dawać to, co najlepsze i była zdecydowana robić to, choćby i do końca świata.