sobota, 5 maja 2012

Na jawie


Siedziała na plaży przesypując w rękach ziarenka ciepłego piasku. Nie tak dawne czasy, w których to czuła się zagubiona i samotna, odpłynęły gdzieś, w daleką niepamięć. Nie potrafiła przypomnieć sobie odczuć, które dominowały w niej podczas bezsennych, pełnych bólu nocy, mieszających się z niemym krzykiem i łzami samotności. Ból, który niegdyś rozwrywał ją od środka, zniknął, niemalże tak gwałtownie, jak się pojawił. Nie pamiętała już dlaczego wtedy czuła się tak źle, wszystkie negatywne odczucia zostały zastąpione przez te dobre. 

Teraz siedziała tutaj, z wiarą, nowymi nadziejami i uśmiechem. Z tym wspaniałamym uczuciem, że po raz pierwszy od dawna może być naprawdę sobą,  tą, o którą przez lata walczyła, której starała się nie zatracić w niewiele wartych bogactwach tego świata. Przez ten długi czas tęskniła za sobą samą, czekając aż ktoś ją obudzi.
I stało się. Wreszcie ktoś odkrył ją taką prawdziwą, taką jaką jest. 

Wystawiła buzię do słońca, nie czując już potrzeby chowania się przed nim. Pozwoliła żeby wiatr rozwiał jej włosy i siedziała tak jeszcze kilka godzin. Delektując się tym uczuciem, które sprawiało, że czuła się kompletna, niepozbawiona żadnego elementu. 

Po raz pierwszy w życiu, jej spojrzenie na świat było tak wyraźne. Dostrzegła wokół siebie wszechobecną dobroć, w którą zawsze wierzyła, a która teraz zdawała się urzeczywistniać.

Zasnęła, ale tym razem po to, by obudzić się uśmiechnięta.