piątek, 13 lipca 2012

Ballada o bezstresowym wychowaniu


Gdyby ktoś zapukał do drzwi naszych pradziadów i usiłowałby przekonać ich do bezstresowego wychowywania dzieci, popukaliby się w głowę i zamknęli drzwi. Dzisiaj pradziadom tym zarzucono by zaściankowość, podczas gdy kiedyś ich wieloletnie doświadczenia życiowe i ciężka praca, budziły szacunek.

Oczywiście za chwilę czytelnicy zarzucą mi, że hołduję przemocy w rodzinie i naparzaniu się nawzajem rurami od odkurzacza. Jednakże to nie ich wina, ponieważ popadanie w skrajności jest domeną naszych czasów. Ludzie przestali dostrzegać, że może istnieć coś „po środku”. Dzieje się tak, ponieważ tresuje się ich aby opowiadali się po jednej lub drugiej stronie („Jesteś z nami, lub przeciw nam” - ale zabraniamy ci myśleć samodzielnie, masz zgodzić się na to, co proponujemy, lub nie. Wybieraj.). Dzisiaj nieważne jakie wyznajesz wartości, ważne do jakiego worka zostaniesz wrzucony, możesz być uwielbiany albo znienawidzony. Czasami lepiej jest pozostać w tej drugiej grupie.

Rzecz miała być o bezstresowym wychowaniu, dlatego wróćmy do tematu. Nie zamierzam opierać się tutaj na zdaniach zaczynających się : „Amerykańscy naukowcy, odkryli, że bezstresowe wychowanie...”, a na doświadczeniu i obserwacjach. Rozmowy z różnymi ludźmi (z różnych grup społecznych) prowadzą nieraz do zaskakujących wniosków- które znowu nie byłyby czymś dziwnym, czy nowym, dla naszych pradziadów.

Bezstresowe wychowanie rozumie się często jako absolutny brak zasad i dyscypliny, chociaż przecież zdaje się, że nie taka jest jego istota. Dzieci rodziców , wyznających tą przerysowaną zasadę, często są nieszczęśliwe i zagubione w dorosłym życiu, nie wiedzą co mają ze sobą zrobić, jak powinny się zachowywać, a nawet w skrajnych przypadkach takie zwykłe czynności jak używanie sztućców sprawiają im trudność.

Do dzisiaj pamiętam rozmowy z pewną osobą, która choć przekroczyła już dawno osiemnasty rok życia, wciąż nie potrafi się przystosować do środowiska, określić swojego miejsca w świecie i tego, co chciałaby robić. Dorastała w domu pozbawionym zasad, w którym rodzice zasłaniali się hasłem „bezstresowego wychowania”. Kiedyś gdy rozmawiałyśmy na ten temat, w pewnym momencie rozpłakała się i powiedziała, że nie czuje się nikomu potrzebna, nie czuje się w żaden sposób użyteczna. Uważam, że stało się tak przez brak zasad, a co za tym idzie zainteresowania ze strony rodziców. Rodzice, którzy nie wytyczają żadnych zasad swoim dzieciom, zwyczajnie się tymi dziećmi nie interesują i powiedzmy to sobie wprost.

Drugi przypadek, o którym wiem jest jeszcze bardziej przerażający. Tutaj rodzice również zasłaniali się bezstresowym wychowaniem, które rozumieli w ten sposób, że to, co dziecko chciało, to dziecko miało. Kupowali małemu chłopcu gry komputerowe przeznaczone dla osób powyżej 18-stego roku życia, oczywiście nie muszę mówić, że wychowali w ten sposób małego brutala. Chłopiec rósł i zwiększały się jego potrzeby, więc rodzice wychowując go zupełnie bezstresowo, na dziesiąte urodziny kupili mu bardzo drogi prototyp broni, taką wesołą zabawkę, do której można było ładować metalowe kulki. Chłopiec dostawał coraz więcej i więcej prototypów. Oczywiście nikt chłopca nie nauczył ciężkiej pracy, ani nie wpoił podstawowych obowiązków. Skoro nie mógł dostać tego, co chciał, to zaczął okradać nawet swoją własną rodzinę, nie był taki sprytny jak mu się wydawało więc wylądował przed sądem. A rodzice tego chłopca usiedli sobie w fotelu, zadając sobie pytanie „dlaczego, no przecież wychowaliśmy go bezstresowo?”. Oczywiście chłopiec nie został w żaden sposób wychowany, ponieważ gdziekolwiek by się nie znalazł zachowywał się jak człowiek zupełnie dziki, pozbawiony hamulców moralnych.

To przerażające jak wiele złego można wyrządzić swoim dzieciom zasłaniając się pięknymi hasłami bezstresowego wychowania. W każdym działaniu potrzebny jest rozum, a w wychowywaniu dzieci przede wszystkim.