piątek, 20 lipca 2012

Bez czucia


Nienawidził zapachu kropli do nosa, dźwięku zamykanych drzwi i bezmyślnego siedzenia w pustym pokoju. Gdyby chociaż mógł wyjść, ale nie, nic z tego, od nieudanej próby samobójczej znajdował się pod ścisłą kontrolą swojej psychopatycznej matki, która zamiast oddać go pod opiekę specjaliście, testowała na nim swoje urojone, psychoterapeutyczne zdolności.

Gdyby mógł spróbowałby się zabić jeszcze raz, i jeszcze, aż któregoś razu w końcu by mu się udało. Nie bał się śmierci, bo w zasadzie nic go tutaj nie trzymało. Był w stanie zrezygnować z koktajlu czekoladowego i pączków z dżemem, w końcu to przecież tylko zwykłe jedzenie.

Po przeczytaniu paru specjalistycznych książek zdiagnozował u siebie kilka zaburzeń, które nie pozwalały mu funkcjonować normalnie w społeczeństwie. Z drugiej strony było ich wciąż za mało by mógł nazywać siebie socjopatą, ale wystarczająco dużo by chcieć pożegnać się z życiem.

Wkurzał się na matkę za jej przesadną ostrożność, obkleiła gąbką nawet klamkę do drzwi od jego pokoju, tak, jakby rzeczywiście mógł sobie coś zrobić okrągłą klamką. Na kraty nie było ich stać, więc matka uwaliła klejem całe okna tak, żeby nie mogły się otwierać, skutkiem czego w pokoju roznosił się smród stęchlizny i starego jedzenia. Nie trzeba było snuć planów samobójczych, od samego zapachu można było umrzeć na miejscu.

Czasami kiedy zasypiał, zmęczony panującym wokół bajzlem, śniło mu się jak wyglądałoby jego życie gdyby był takim sobie normalnym chłopcem, który ani nie chciał się zabić, ani nie miał żadnych zaburzeń psychicznych. Po tych snach zwykle budził się przerażony i spocony. Świat zewnętrzny był przecież straszny.

Lepiej zostać tutaj, w cuchnącym stęchlizną pokoju.
Wyjście na zewnątrz mogłoby zaboleć.
A on nie chciał żeby bolało, nie chciał czuć.