środa, 25 lipca 2012

Irene et Pierre ; w kawiarni


Mieli taki zwyczaj, że codziennie przed południem siadali sobie przy stoliku i rozmawiali. Mówiła głównie Irene, Pierre słuchał jej albo nie, ale głównie myślał o tych wszystkich mężczyznach, którzy zazdrościli mu, że spotyka się z tak atrakcyjną kobietą. Nieważne było dla niego co mówiła, ale to, jak wyglądała. 

-Myślę, że Boga nie ma. Można w Niego wierzyć lub nie, ale myślę, że Go nie ma. Chciałabym żeby był, nawet czasami wydaje mi się, że czuję, że jest. Tyle, że nie wiem czy czuję, że On jest, czy po prostu, tak bardzo chcę żeby był, że Go sobie tworzę. Gdybym miała przez całe życie myśleć, że Go nie ma, nie wiem czy bym to zniosła. - zapaliła papierosa i spojrzała na niego znad czarnych okularów przeciwsłonecznych w stylu retro.

-Po co ci Bóg? Ja bez Niego żyję, nawet się nad tym nie zastanawiam, a co za tym idzie, Go nie potrzebuję.- odstawił filiżankę na spodek, irytowało ją to, że za każdym razem robił to tak niedelikatnie, że chwilę potem cała klientela paryskiej kawiarenki spoglądała na nich z niesmakiem.

-Myślę, że jesteś dupkiem, Pierre... - powiedziała wypuszczając demonstracyjnie dym.

-Po co poruszasz takie tematy przy kawie? Powinniśmy rozmawiać raczej o tym, co będziemy robić wieczorem.

-Codziennie wieczorem robimy to samo, nie ma o czym gadać. Właściwie, to też wpływa na moją opinię, na to, że myślę, że jesteś dupkiem...

-A jednak wciąż ze mną jesteś.- uśmiechnął się w zawadiacki sposób, wywołując u niej zgorszenie.

-Z litości Pierre, z litości. Nie poradziłbyś sobie beze mnie i wiesz o tym. Poza tym, kiedy otwierasz usta słyszę tylko Blablablablablabla, tanią gadaninę, którą możesz wciskać panienkom z ulicy, nie mnie. Nie rajcują mnie te twoje głupie teksty i żarciki z podtekstami. Lepiej wypadasz w moich oczach kiedy nie odzywasz się wcale. Chociaż nie zawsze, czasami taka z ciebie ofiara, że nie mogę się w myślach powstrzymać żeby cię nie krytykować. Nie masz nic ciekawego do powiedzenia, poza opowiadaniem mi co wczoraj jadłeś, że się napiłeś, i że dzwonił kolega i powiedział ci, że otworzono w mieście nowy klub. Nic cię nie obchodzi, Pierre, nic. Nawet sam siebie nie obchodzisz, jak tu cię szanować, nie da się. Każdemu człowiekowi należy się szacunek, każdemu. Rzecz w tym, że ty nie jesteś człowiekiem, jesteś zwierzęciem, a może nawet przedmiotem. Szczury mają ciekawsze życie od ciebie.

-Irene, co ja mogę ci powiedzieć o Bogu, zastanów się. Nic ci nie mogę powiedzieć, po co o tym rozmawiać, po co się zastanawiać. Po co zawracasz mi głowę głupotami, po co mamy się kłócić o Boga, w którego sama nie wiesz czy wierzysz? I przestań się na mnie wyżywać dlatego, że nie dostałaś pracy w gazecie, widocznie niepotrzebne im takie myślicielki jak ty. Uspokój się, wrócimy do domu i będzie jak zawsze. W ogóle to myślę, że to przez tą twoją dietę, chodzisz taka wychudzona i głodna nic dziwnego, że jesteś taka nerwowa...

-Jak ty nic nie rozumiesz.