poniedziałek, 30 września 2013

SERIA: DZIEDZIC PASCHILKE, 3.Jeszcze o Dziedzicu Paschilke

...Wielokrotnie pytano mnie, dlaczego Dziedzic Paschilke podejmował pracę u Wertburgingena. Rzeczywiście mogło to wśród ludzi budzić podejrzenia. Przecież jako Dziedzic, z założenia nie musiał pracować, ale... znałem go jako człowieka, który lubił przebywać wśród ludzi. Z tego co wiem, zatrudnił się u Wertburgingena, ponieważ zbierał informacje do swojej pracy naukowej. Ale nie wtajemniczał mnie w szczegóły...
Yamoto Mitotoko (34) , kolega z pracy 

Dziedzic Paschilke kupował w naszym porcie świeże owoce, kiedyś nawet zagadnąłem go w tej sprawie.
-Dziedzicu, a pocóż panu tyle owoców, o ile wiem, nie prowadzicie żadnego sklepu? - zapytałem, gdy po raz kolejny dokonywaliśmy transakcji.
Paschilke zamyślił się na moment, po czym odpowiedział:
-Panie Wacławie, zajęcie, które mnie najbardziej odpręża to robienie dżemów i nalewek. Niepotrzebny mi do tego sklep, wystarczy kilkaset słoików i duża piwnica. -pomyślałem, że żartuje, ale kiedy dodał: -Mój przyjaciel Wojciech co roku przesyła mi w darze wiśniówkę, którą robią wraz z żoną. To on nauczył mnie tego kunsztu.-wiedziałem , że mówi poważnie.
Wacław Tischke (56) lat, sprzedawca owoców w porcie

Pamiętam jego posępną minę, którą ujrzałem, gdy pewnego dnia spotkaliśmy się obok Ratusza. Zapytany o przyczynę zafrasowania, najpierw milczał przez dłuższą chwilę, wreszcie, wskazał na Ratusz i powiedział zirytowany:
– Źle się dzieje w tej naszej radzie. Kłócą się o detale, a pryncypiów boją się dotknąć.
W kilku słowach opowiedział o zakończonym właśnie zebraniu Rady Ziemskiej, mającej zdecydować o wyborze terenów przeznaczonych pod budowę kolei. Rozstrzygnięcie nie nastąpiło, bo – jak powiedział Paschilke – sprawa kilku brzózek na skraju lasu (rosnących tam, gdzie w przyszłości miałby przejeżdżać pociąg) okazała się ważniejsza od inwestycji ważnej dla kolejnych pokoleń.
– No, ale cóż – dodał na odchodnym, lekko się uśmiechając. – Czego nie zmienią decyzje rajców, z biegiem czasu zmieni się samo.
Wracając do domu myślałem o tych słowach Dziedzica. W pamięci miałem bowiem niejedno nasze spotkanie, po którym rozmaite sprawy przybierały obrót przezeń zapowiedziany…
Wojciech (36 lat) , przyjaciel Dziedzica Paschilke

Wiedziałam o jego istnieniu, lecz nigdy nie było mi dane poznać go osobiście. Od zawsze był dla mnie osobą bardzo tajemniczą i przez to ekscytującą. Czułam intuicyjnie, że był (nadal jest) dla mojego męża kimś bardzo bliskim. Myślę, że równie bliskim stał się dla naszej córeczki. I za to jestem mu wdzięczna.
Małżonka Wojciecha (36 lat)

Cóż, ja i on nie lubiliśmy się oficjalnie. Ileż to razy krytykowaliśmy się publicznie, za nasze poglądy...Ale prywatnie... Prywatnie grywaliśmy w Makao, popijając napar z Mimbledungów. Każdy medal ma dwie strony.
Agrypinczyk Michoszko (44 lata), radny