środa, 1 października 2014

Ucho od igły

Przez ucho igielne można zobaczyć cały świat, zazwyczaj jednak ani ludzie, ani nie-ludzie nie pochwalają tego rodzaju praktyk, bowiem uznawane są one za przejaw ciężkiej choroby psychicznej, która choć oficjalnie nie została jeszcze wpisana do rejestru chorób, z czasem na pewno doczeka się wpisu. Wkrótce na opakowaniach igieł znajdzie się napis "Groźny Przyrząd" , "Zbyt długie wpatrywanie się w ucho igielne, może poskutkować omdleniem" albo "Nie należy wkładać igły do oka". Nie bójmy się jednak, jeszcze trochę i UE (Ugrupowanie Eugleniczne) zabroni sprzedaży igieł w formie takiej, w jakiej je znamy i nakaże sprzedaży jadalnych igieł gumowych, które choć nie będą się nadawały do niczego, to będą bezpieczne. 

Obywatele uwielbiają gdy władza dba o ich bezpieczeństwo, zwłaszcza gdy chodzi o utrudnianie codziennych czynności. 

Komentarz autorstwa Termometru Rtęciowego

sobota, 9 sierpnia 2014

Szeptem o zaufaniu



Są takie dni, kiedy wydaje ci się, że straciłeś już wszystko, nawet to, czego  jeszcze nie zdążyłeś zyskać. Wydaje ci się, że to już, że więcej już nic. Mimo swojego, krótkiego życia... Tak, krótkiego, bo zawsze znajdzie się istota, skała czy planeta, której żywot dłuższy jest od twojego... Wydaje Ci się, że skończyło się wszystko, zanim to zacząłeś. Tymczasem, końce nie istnieją. Spójrz na swoje życie, jak na wianuszek początków, z których każdy ma swój własny, niepowtarzalny sens. To uczucie kiedy po raz pierwszy stanąłeś na dwóch nogach, chwiejąc się lekko i dziwiąc, że potrafisz utrzymać równowagę. Pierwsze wspomnienie, najdawniejszy obraz jaki pamiętasz. Zdziwienie. Zdrowe zdziwienie, jakiego nigdy nie powinieneś się wyzbywać. Ciekawość, która powinna kierować Twoim życiem gdziekolwiek będziesz, z kimkolwiek będziesz i cokolwiek będziesz robił. Prostota serca, tego dziecka które kiedyś wyciągało swoje ufne ręce do rodziców, tylko po to, żeby się przytulić, bo w tym widziało największy sens. Jak często pozwalasz sobie czuć się tak, jak wtedy? Jak często zdajesz sobie sprawę, że twoje życie jest największym darem jaki mogłeś otrzymać? Jak często zdajesz sobie sprawę z tego, że możesz być wielkim wzorem dla innych, wcale o tym nie wiedząc? Jak często dostrzegasz to, że jesteś częścią tego pięknego świata, a on staje się piękniejszy właśnie dzięki tobie?

Poczucie samotności to największy fałsz, jaki "diabeł" może podsunąć człowiekowi. Łatwiej zapomnieć o tym, co ważne, kiedy czujesz się naprawdę sam. Łatwiej pozwolić sobie na zło, na krzywdzenie samego siebie, kiedy wydaje ci się, że nikt tego nie widzi. Kiedy czujesz, że nikt cię nie rozumie, kiedy wydaje ci się, że jesteś kimś nieważnym. Jak łatwo jest ci oceniać swoje życie, nie zauważając tego, co posiadasz. Nie widząc dobra, które jest obok ciebie. Nie widząc ludzi, którzy chcą z tobą być zawsze, niezależnie od okoliczności. Kiedy zapomniałeś jak to jest, czuć promienie słońca na swojej twarzy? Kiedy zapomniałeś jak to jest, włożyć rękę do worka pełnego ziarna i poczuć jak przesypuje się ono między twoimi palcami? Kiedy ostatnio zdjąłeś buty i chodziłeś boso po trawie? Kiedy przeszedłeś się brzegiem morza, bez żadnego celu, po to tylko żeby usłyszeć szum fal? Zastanów się, jak rzadko patrzysz w niebo, jak rzadko podziwiasz wielkość tego świata, a przecież do tego nie potrzebujesz biletu wstępu, wystarczy spojrzeć w górę, jak często to robisz? Kiedy zacząłeś myśleć, że wszystko co robisz musi mieć sens? Może czasami dobrze by było przejść się po mieście przebranym za żabę, albo za wielką kolbę kukurydzy, dla tych wszystkich uśmiechów, które mógłbyś wywołać w ten sposób?  Kiedy zapomniałeś o tym, jak to jest w ciepłe, letnie dni, wejść pod miejski spryskiwacz i cieszyć się zwykłym, zimnym strumieniem wody? Kiedy zapomniałeś o tym, że jeden zwykły uśmiech, jeden zwykły uścisk, ma większą moc niż wszystko inne? Kiedy zapomniałeś o ludziach, którzy są wokół ciebie i o tym, że choćby mieli najgorsze wady tego świata (i czasami chciałbyś ich przez to zamordować),  są z tobą, i blisko ciebie. Nikt ich do tego nie zmusza, po prostu są, bo tego chcą, bo im zależy na tobie. Choćbyś mógł policzyć ich na palcach jednej ręki, są większą siłą niż tłum na stadionie, bo ilość ginie pod ciężarem jakości.
Myślisz, że sens ma tylko to, co tobie wydaje się sensowne. A może się okazać, że ten sens jest właśnie tam, gdzie ty go nie widzisz. Że to, co budujesz swoim życiem, jest ważne dla wielu, choć tak łatwo określasz to jako bezużyteczne. Zbyt łatwo ci to przychodzi, mi też, nam wszystkim. Jesteśmy bardzo chciwi i bardzo niepokorni, wobec siebie, wobec świata, wobec Życia. Zawsze wydaje nam się, że możemy więcej, lepiej, bardziej. Tymczasem, nie potrafimy dostrzec, że to, co już mamy, to naprawdę dużo, to dużo więcej niż moglibyśmy sobie wymarzyć. Głupotą byłoby tracić to wszystko, przez niedopatrzenie, przez niezauważanie.

Nie musisz spełniać żadnych oczekiwań, nie musisz udawać kogoś innego niż jesteś. To kim jesteś i to, jaki jesteś, czyni cię jedynym i wyjątkowym. Nie jest wstydem, ani narcyzmem przyznać się do tego, tak po prostu, po ludzku. Nie jesteś ideałem, ja też nie, nikt nie jest, ale właśnie to sprawia, że jesteśmy tacy różni, że życie może mieć tak wiele barw, skrzących się jasno.
Nie da się patrzeć na świat tylko oczami, bo wtedy dajesz się zwieść temu, co widzisz, a to nie zawsze jest prawdą. Nie da się patrzeć na świat, tylko przyjemnością, bo wtedy przyjemność staje się udręką i uzależnieniem. Nie da się patrzeć na świat, tylko cierpieniem i bólem, bo one zasłaniają prawdziwą postać rzeczy. A gdyby tak spojrzeć na świat z sercem, z ufnością, pamiętając, że nie wszystko, co wydaje mi się jakieś, jest takie właśnie?

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kroniki Światła i Cienia. Wpis 1. Kraina Cienia



D
nia dzisiejszego prowadziłam niewinnego człowieka po mrokach Krainy Cienia. Miałam zadanie, ów człowiek przeświadczony był o tym, że mu pomagam. W rzeczywistości świadomie prowadziłam go na śmierć. Jednak przeznaczenia zmienić nie można, trzeba się mu poddać. Nawet jeżeli chciałam, nie w mojej mocy było uratować nieszczęśnika. Biegł za mną. Znałam wszystkie uliczki na pamięć. Moje miasto, mój dom, mój mroczny dom z poprzedniego wcielenia, z dawnego mrocznego wcielenia, które muszę odpokutowywać do końca świata, albo do dnia, w którym na moją duszę spłynie łaska. Niczym przeklęty feniks, będę umierać i rodzić się na nowo, w innym ciele , w innym czasie. Zawsze miałam wrażenie, że jestem istotą przesiąkniętą dobrem, teraz nie jestem tego pewna. Nie wiem nawet, gdzie szukać swojej przeszłości. Co takiego zrobiłam, że miast odejść muszę błąkać się po świecie, spełniając zadania sił, których normalny człowiek pojąć nie jest w stanie. Nie umiem powiedzieć, dlaczego znalazłam się znów w Krainie Cienia. Nie widziałam jej od tysięcy lat, więc dlaczego dzisiaj, dlaczego akurat dzisiaj. Jestem pośredniczką, pomiędzy światami, których rasa ludzi zrozumieć nie potrafi. Kraina Cienia, nie jest miejscem mitycznym. Istnieje naprawdę, lecz prawdziwej jej nazwy nie pamiętam, bowiem minęły tysiąclecia od mej ostatniej wizyty w tym miejscu. Zaprowadziłam człowieka prosto w szpony śmierci, prosto do siedziby, do której nie miałam wstępu. Wszedł i walczył, czy przeżył nie wiem. Możliwe jednak, że na świecie, jest już o jedno ciało mniej. . .Prowadząc go nie chciałam z nim rozmawiać, ani przez chwile. Wypełniając zadanie, nie można się przywiązywać. Tym razem posłała po mnie Kraina Cienia. Zeszłym razem, wypełniałam misję Krainy Światła. Dlaczego wybrali mnie? Niestety i na to pytanie nie znam odpowiedzi. 

Uliczki Krainy Cienia, wyglądały tej nocy naprawdę imponująco. Wszystko przedstawiało się tak, jak to zapamiętałam. Bordowe, granatowe, ciemne kolory domów, mgła unosząca się nad wyścielonymi kamieniem uliczkami. Te wilgotne kamienie. Swojski zapach, chłód i presja. Znajomy, tak przyjemny strach. Świadomość niebezpieczeństwa, że duszę moją pochłoną tamtejsze stwory, ta myśl, że za każdym rogiem może czyhać niebezpieczeństwo, przypomniały mi lata strachu. Lata życia w ukryciu, poszukiwania wyjścia, przejścia do innego miejsca z tej przeklętej, pełnej zła i rozpusty krainy, w której wszystko było dozwolone. Chcąc ocalić duszę, musiałam nauczyć się walczyć, walczyć ze stworami, jakich świat nie widział. Wypełniałam zadania, dla Krainy Cienia i Krainy Światła, by odkupić dawne winy. Jak wyglądają, jak funkcjonują te dwa światy, chętnie opiszę, lecz nie czas jeszcze na opowieści o miejscach. Bowiem nie jest to koniec mej wędrówki, a dopiero początek. Wszystko spisywać będę w tej oto kronice, by wspomnienia o mych wędrówkach nie uleciały w bezkres czasu. Bym nigdy nie zapomniała o swym odkupieniu, bym nie zeszła na ścieżkę złą, bym działała w chwalebne imię Krainy Światła. 

Dusza moja zazna szczęścia dopiero po śmierci. Gdy przestanę błąkać się pomiędzy światami, nie jestem martwa, jestem zaklęta w ciało śmiertelniczki. Jestem tak samo śmiertelna jak marna rasa ludzka. Moje najdalsze wspomnienie sięga czasów, w których zostałam spalona na stosie, przez głoszone przeze mnie myśli i doktryny. Z powodu inności zostałam uznana za wiedźmę, spłonęłam patrząc na załzawioną twarz mej młodszej siostry.

Tej nocy ukazała mi się postać. Biały, pełen męstwa i odwagi wojownik. Pamięć moja jest nietrwała, lecz podejrzewam, że to właśnie on przywiódł mnie do mego dawnego domu, do najdroższej, najstraszniejszej Krainy Cienia. Nie jest łatwym określenie, kim dokładnie był ów przybysz, możliwe iż był to duch. Dawno nie ukazał się mym oczom widok tak wdzięczny, tak godny i tak szlachetny. Chciałabym spotkać go raz jeszcze, dowiedzieć się skąd przybywa i jakie jest jego zadanie.

Kremówki

Wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam tego samego mężczyznę, który zwrócił moją uwagę przed paroma dniami. Wyglądał bardzo sympatycznie i przyjaźniej, nie przerażał mnie fakt, że ów mężczyzna notorycznie grzebał w śmietnikach.
Postanowiłam wyjść z domu i wyrzucić śmieci.  
-Przepraszam, może potrzebna panu pomoc? - zapytałam.
-Prawdę mówiąc, mam ochotę na kremówki. - odpowiedział mężczyzna i poszliśmy do cukierni.

wtorek, 17 czerwca 2014

Gra w chowanego zwiększa ryzyko nerwowego załamania

Szczelina, w której należy szukać Ferdynanda Fistpucewicza
źródło zdjęcia: Wikimedia Commons
Ferdynad Fistpucewicz znany jest przede wszystkim z tego, że jest nieznany nikomu. Jego postać pojawia się jedynie w historiach, które ludzie przekazują sobie z ust do ust. Mimo tego, Ferdynand nie jest postacią zmyśloną, a jedynie niewidoczną, albowiem ulubioną jego grą, jest gra w chowanego. 

Ferdynand Fistpucewicz został wyedukowany w kwestii gier i zabaw w niepełnym zakresie. Nie został nigdy poinformowany o tym, że aby gra w chowanego miała sens, gracze muszą wiedzieć o swoim wzajemnym istnieniu. Nie dowiedziawszy się tego, Ferdynad wkradł się do jednego z domostw w naszej krainie, obierając za miejsce swej kryjówki szczelinę (bardzo wąską) pomiędzy kaloryferem, a parapetem. 

Według wysoce wiarygodnych źródeł Ferdynand Fistpucewicz nadal oczekuje w jednej ze szczelin na odnalezienie, rozpoznać go można po wytrzeszczonych oczach i twarzy, która zdradza ekscytację związaną z bezustannym oczekiwaniem.

Psycholog Emerald Marcipucicziczenko oświadczył w czasopiśmie "Picie przedłuża życie", że Ferdynand Fistpucewicz może doświadczyć załamania nerwowego jeżeli nie zostanie odnaleziony. Kieruje nim chęć zabawy, zatem potrzebuje również kogoś, kogo mógłby "poszukać".  Jeżeli ta potrzeba pozostanie niezaspokojona, zdrowie psychiczne Fistpucewicza będzie w poważnym niebezpieczeństwie - powiada Marcipucziczenko. 

Adnotacja:
Emerald Marcipucziczenko został ukarany w związku z wczorajszym oświadczeniem profesora Ferdynanda Nibeczyńskiego. Znany psycholog zobowiązany jest zapłacić karę w wysokości 10 metrów skóry smoczej.


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Komunikat Prasowy z Gór Kalhighari

Profesor Alojzy Nibeczyński z Gór Kalhighari dzisiejszego ranka wydał oświadczenie:

Przedmiotem niniejszego oświadczenia będzie zdanie moje w kwestii wydawania oświadczeń. Pragnę publicznie wyrazić swój sprzeciw wobec tego rodzaju komunikacji. Wiek nie pozwala mi już odpowiadać na wszystkie oświadczenia moich kolegów, którzy oświadczają byle oświadczać nie bacząc na treść owych oświadczeń. Będąc najmądrzejszym spośród wariatów i starców, oświadczam, że z dniem dzisiejszym, wszystkich obywateli naszej krainy obowiązuje bezwzględny zakaz wydawania oświadczeń. Od dziś, każdy kto ten zakaz złamie będzie zobligowany do zapłacenia mi kary w postaci 10 metrów smoczej skóry. Jako, że oświadczając sam ten zakaz złamałem, zobowiązuję się zapłacić karę w postaci przekazania skóry smoczej samemu sobie.

niedziela, 15 czerwca 2014

Latająca Świnia

MZ - szybkie szkice do szuflady
Jan pamiętał dokładnie sześćdziesiąte szóste urodziny ciotki Klotyldy, albowiem tego dnia po raz pierwszy zobaczył latającą świnię. Nie spodziewał się nigdy zobaczyć czegoś takiego, nawet w najśmielszych, najstraszniejszych snach. Świnia przeleciała tuż za jego oknem, natomiast Jan starał się udawać, że jej nie widzi. Za wszelką cenę chciał uchodzić za normalnego, nawet przed samym sobą. Rozglądał się desperacko w prawo i w lewo, przez co sprawiał wrażenie człowieka, który za wszelką cenę stara się uniknąć nieuniknionego. Świnia przelatując za oknem kiwnęła Janowi ryjkiem na dzień dobry. Ten jednak nie odpowiedział i nadal rozglądał się raz w prawo, raz w lewo.
 
Trudniej było udawać, że jej nie widzi, kiedy świnia zaczęła pukać ryjkiem w jego okno.
W końcu Jan, przestraszony tym, że hałasy mogą kogoś zwabić do jego pokoju, otworzył okno i zapytał:
-W czym mogę pomóc?
-Pan szanowny nie odpowiedział mi na "dzień dobry", to nie przystoi.- powiedziała świnia.
-Przepraszam najmocniej, jestem po prostu w szoku. - odpowiedział Jan.
-A cóż się takiego stało?- zapytała świnia z wyraźnym przejęciem.
-Przecież właśnie rozmawiamy.- powiedział Jan.
-Tak, a czy nie przywykł pan do rozmowy?- zapytała świnia wyraźnie zdziwiona. Jan poczuł, że sytuacja robi się tak nie zręczna, że za chwilę nie będzie wiedział, co powiedzieć.
-Piękna pogoda dzisiaj.- powiedział, licząc naiwnie, że świnia nie zauważy zmiany tematu.
-Pogoda, pogodą, ale martwi mnie stan szanownego pana. Może jednak mogę w czymś pomóc?
-Dziękuję, dziękuję bardzo, ale to naprawdę nie będzie konieczne.- powiedział Jan.
-W takim razie, życzę miłego dnia szanownemu panu.- powiedziała świnia i poleciała dalej.
Jan jeszcze przez chwilę oniemiały patrzył w okno, a potem zszedł na dół do ogrodu zrywać agrest.

sobota, 14 czerwca 2014

Serce Peggy Sue


Ona była głupią, naiwną prostytutką, którą spotkał w jednym z okolicznych barów - a przynajmniej tak podejrzewał, ponieważ nie pamiętał dokładnie ich pierwszego spotkania. Nigdy nie traktował jej poważnie. "Jak miałbym traktować poważnie prostytutkę?" - odpowiadał, kiedy ktoś go pytał o dalsze losy ich "związku". Sam George nigdy nie nazwałby związkiem tego, co ich łączyło. Kiedy pewnego dnia powiedziała mu, że odchodzi i ma dość jego pieniędzy, zaczął z niej szydzić, twierdząc , że minie jakiś czas, a ona i tak do niego wróci. 
Nie mylił się, nie minął tydzień i Peggy Sue stanęła w drzwiach z twarzą obitą przez jakiegoś alfonsa.
-Wróciłaś.- to wszystko na co było go stać. Po wypadku George stracił zdolność do okazywania uczuć, każde jego zachowanie było automatyczne. Nie tylko stracił uczucia, ale także pamięć.
 
Peggy Sue nie przyznała mu się nigdy później, że nie jest żadną prostytutką, tylko jego żoną. To był jedyny sposób by obserwować go z bliska, i dbać o niego, choć w niczym nie przypominał już tego George'a, który raz w tygodniu kupował jej kwiaty i przynosił dzieciom cukierki. Dzieci... Stracili je wszystkie, kiedy George prowadząc samochód, schylał się po telefon komórkowy, który wcześniej mu upadł. 
Od tamtego strasznego popołudnia, nie wspominał już ani o dzieciach, ani o niej, jako o swojej żonie. 
Był przekonany, że Peggy Sue to zwykła prostytutka, którą nie stać na to, by wieść życie z kimś lepszym od niego. Ona sama zaś, nie mogła powiedzieć mu kim jest, bo nie tylko by jej nie uwierzył, ale na pewno na zawsze wyrzuciłby ją z domu.

Bardzo szybko zapomniał o tym, jak wymierzał jej razy, a krew rozbryzgiwała się o śnieżnobiałe ściany. Wszystko dlatego, że zrobiła mu herbatę, a on przecież miał tego dnia ochotę na czarną kawę. Po tym wydarzeniu na jakiś czas udała się do matki, a kiedy wróciła, on był przekonany, że jej zmasakrowana twarz "to robota jakiegoś alfonsa".

Wróciła, bo George był jedyną pamiątką po ich dawnym, wspólnym, szczęśliwym życiu sprzed wypadku.
Choćby miał ją kiedyś zabić, wolała zostać przy nim, niż uciec i zapomnieć o swojej rodzinnej tragedii.
Zamiast tego, zdecydowała się przeżywać ją codziennie od nowa, umierając powoli u boku mężczyzny, który kiedyś był jej najdroższym...