niedziela, 15 czerwca 2014

Latająca Świnia

MZ - szybkie szkice do szuflady
Jan pamiętał dokładnie sześćdziesiąte szóste urodziny ciotki Klotyldy, albowiem tego dnia po raz pierwszy zobaczył latającą świnię. Nie spodziewał się nigdy zobaczyć czegoś takiego, nawet w najśmielszych, najstraszniejszych snach. Świnia przeleciała tuż za jego oknem, natomiast Jan starał się udawać, że jej nie widzi. Za wszelką cenę chciał uchodzić za normalnego, nawet przed samym sobą. Rozglądał się desperacko w prawo i w lewo, przez co sprawiał wrażenie człowieka, który za wszelką cenę stara się uniknąć nieuniknionego. Świnia przelatując za oknem kiwnęła Janowi ryjkiem na dzień dobry. Ten jednak nie odpowiedział i nadal rozglądał się raz w prawo, raz w lewo.
 
Trudniej było udawać, że jej nie widzi, kiedy świnia zaczęła pukać ryjkiem w jego okno.
W końcu Jan, przestraszony tym, że hałasy mogą kogoś zwabić do jego pokoju, otworzył okno i zapytał:
-W czym mogę pomóc?
-Pan szanowny nie odpowiedział mi na "dzień dobry", to nie przystoi.- powiedziała świnia.
-Przepraszam najmocniej, jestem po prostu w szoku. - odpowiedział Jan.
-A cóż się takiego stało?- zapytała świnia z wyraźnym przejęciem.
-Przecież właśnie rozmawiamy.- powiedział Jan.
-Tak, a czy nie przywykł pan do rozmowy?- zapytała świnia wyraźnie zdziwiona. Jan poczuł, że sytuacja robi się tak nie zręczna, że za chwilę nie będzie wiedział, co powiedzieć.
-Piękna pogoda dzisiaj.- powiedział, licząc naiwnie, że świnia nie zauważy zmiany tematu.
-Pogoda, pogodą, ale martwi mnie stan szanownego pana. Może jednak mogę w czymś pomóc?
-Dziękuję, dziękuję bardzo, ale to naprawdę nie będzie konieczne.- powiedział Jan.
-W takim razie, życzę miłego dnia szanownemu panu.- powiedziała świnia i poleciała dalej.
Jan jeszcze przez chwilę oniemiały patrzył w okno, a potem zszedł na dół do ogrodu zrywać agrest.