sobota, 9 sierpnia 2014

Szeptem o zaufaniu



Są takie dni, kiedy wydaje ci się, że straciłeś już wszystko, nawet to, czego  jeszcze nie zdążyłeś zyskać. Wydaje ci się, że to już, że więcej już nic. Mimo swojego, krótkiego życia... Tak, krótkiego, bo zawsze znajdzie się istota, skała czy planeta, której żywot dłuższy jest od twojego... Wydaje Ci się, że skończyło się wszystko, zanim to zacząłeś. Tymczasem, końce nie istnieją. Spójrz na swoje życie, jak na wianuszek początków, z których każdy ma swój własny, niepowtarzalny sens. To uczucie kiedy po raz pierwszy stanąłeś na dwóch nogach, chwiejąc się lekko i dziwiąc, że potrafisz utrzymać równowagę. Pierwsze wspomnienie, najdawniejszy obraz jaki pamiętasz. Zdziwienie. Zdrowe zdziwienie, jakiego nigdy nie powinieneś się wyzbywać. Ciekawość, która powinna kierować Twoim życiem gdziekolwiek będziesz, z kimkolwiek będziesz i cokolwiek będziesz robił. Prostota serca, tego dziecka które kiedyś wyciągało swoje ufne ręce do rodziców, tylko po to, żeby się przytulić, bo w tym widziało największy sens. Jak często pozwalasz sobie czuć się tak, jak wtedy? Jak często zdajesz sobie sprawę, że twoje życie jest największym darem jaki mogłeś otrzymać? Jak często zdajesz sobie sprawę z tego, że możesz być wielkim wzorem dla innych, wcale o tym nie wiedząc? Jak często dostrzegasz to, że jesteś częścią tego pięknego świata, a on staje się piękniejszy właśnie dzięki tobie?

Poczucie samotności to największy fałsz, jaki "diabeł" może podsunąć człowiekowi. Łatwiej zapomnieć o tym, co ważne, kiedy czujesz się naprawdę sam. Łatwiej pozwolić sobie na zło, na krzywdzenie samego siebie, kiedy wydaje ci się, że nikt tego nie widzi. Kiedy czujesz, że nikt cię nie rozumie, kiedy wydaje ci się, że jesteś kimś nieważnym. Jak łatwo jest ci oceniać swoje życie, nie zauważając tego, co posiadasz. Nie widząc dobra, które jest obok ciebie. Nie widząc ludzi, którzy chcą z tobą być zawsze, niezależnie od okoliczności. Kiedy zapomniałeś jak to jest, czuć promienie słońca na swojej twarzy? Kiedy zapomniałeś jak to jest, włożyć rękę do worka pełnego ziarna i poczuć jak przesypuje się ono między twoimi palcami? Kiedy ostatnio zdjąłeś buty i chodziłeś boso po trawie? Kiedy przeszedłeś się brzegiem morza, bez żadnego celu, po to tylko żeby usłyszeć szum fal? Zastanów się, jak rzadko patrzysz w niebo, jak rzadko podziwiasz wielkość tego świata, a przecież do tego nie potrzebujesz biletu wstępu, wystarczy spojrzeć w górę, jak często to robisz? Kiedy zacząłeś myśleć, że wszystko co robisz musi mieć sens? Może czasami dobrze by było przejść się po mieście przebranym za żabę, albo za wielką kolbę kukurydzy, dla tych wszystkich uśmiechów, które mógłbyś wywołać w ten sposób?  Kiedy zapomniałeś o tym, jak to jest w ciepłe, letnie dni, wejść pod miejski spryskiwacz i cieszyć się zwykłym, zimnym strumieniem wody? Kiedy zapomniałeś o tym, że jeden zwykły uśmiech, jeden zwykły uścisk, ma większą moc niż wszystko inne? Kiedy zapomniałeś o ludziach, którzy są wokół ciebie i o tym, że choćby mieli najgorsze wady tego świata (i czasami chciałbyś ich przez to zamordować),  są z tobą, i blisko ciebie. Nikt ich do tego nie zmusza, po prostu są, bo tego chcą, bo im zależy na tobie. Choćbyś mógł policzyć ich na palcach jednej ręki, są większą siłą niż tłum na stadionie, bo ilość ginie pod ciężarem jakości.
Myślisz, że sens ma tylko to, co tobie wydaje się sensowne. A może się okazać, że ten sens jest właśnie tam, gdzie ty go nie widzisz. Że to, co budujesz swoim życiem, jest ważne dla wielu, choć tak łatwo określasz to jako bezużyteczne. Zbyt łatwo ci to przychodzi, mi też, nam wszystkim. Jesteśmy bardzo chciwi i bardzo niepokorni, wobec siebie, wobec świata, wobec Życia. Zawsze wydaje nam się, że możemy więcej, lepiej, bardziej. Tymczasem, nie potrafimy dostrzec, że to, co już mamy, to naprawdę dużo, to dużo więcej niż moglibyśmy sobie wymarzyć. Głupotą byłoby tracić to wszystko, przez niedopatrzenie, przez niezauważanie.

Nie musisz spełniać żadnych oczekiwań, nie musisz udawać kogoś innego niż jesteś. To kim jesteś i to, jaki jesteś, czyni cię jedynym i wyjątkowym. Nie jest wstydem, ani narcyzmem przyznać się do tego, tak po prostu, po ludzku. Nie jesteś ideałem, ja też nie, nikt nie jest, ale właśnie to sprawia, że jesteśmy tacy różni, że życie może mieć tak wiele barw, skrzących się jasno.
Nie da się patrzeć na świat tylko oczami, bo wtedy dajesz się zwieść temu, co widzisz, a to nie zawsze jest prawdą. Nie da się patrzeć na świat, tylko przyjemnością, bo wtedy przyjemność staje się udręką i uzależnieniem. Nie da się patrzeć na świat, tylko cierpieniem i bólem, bo one zasłaniają prawdziwą postać rzeczy. A gdyby tak spojrzeć na świat z sercem, z ufnością, pamiętając, że nie wszystko, co wydaje mi się jakieś, jest takie właśnie?