środa, 30 grudnia 2015

czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczne nastroje


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, 
Życzę wszystkim tym, którzy śledzą losy Dziedzica Paschilke, oraz tym, którzy przypadkiem trafią na moją stronę, spełnienia marzeń, znalezienia wielu ciekawych książek pod choinką, wielu inspiracji na okres świąteczny i poświąteczny, a przede wszystkim dużo humoru, bo przecież nie zawsze musi być tak zupełnie poważnie... :)

Zdradzę, że już wkrótce pojawią się kolejne notki prasowe z Gór Kahlighari, a tymczasem... Wszystkie dobrego na Święta!
Monika M. Zielińska

niedziela, 18 października 2015

Komunikat Prasowy z Gór Kahlighari: Dziedzic Paschilke uwolniony!

Nasz korespondent donosi, że Dziedzic Paschilke został uwolniony i jest już w drodze powrotnej do domu. Pani Makowego Grodu, Kąkolina Ivanesca postanowiła uwolnić Dziedzica. O powodach tej decyzji opowiedziała naszemu korespondentowi:
"Cóż, na początku nie chciałam rozmawiać z mediami, ale teraz, kiedy sprawy przybrały tak nieprzyjemny obrót, wydaje mi się to nieuniknione... Przyznaję, porwałam Dziedzica Paschilke, zrobiłam to z premedytacją i nie odczuwam skruchy. Ten człowiek winien był mi przysługę, odmówił jej spełnienia, więc postanowiłam go porwać, a następnie wymusić na nim spełnienie danego mi wcześniej słowa. Jakieś dwa lata temu, posłałam Dziedzicowi Pashilke zgrzewkę soku z pigwy, w zamian za to, obiecał przyjechać i rozprawić się z kretami w Makowym Grodzie. Czas mijał, a Paschilke siedział w tych swoich Górach Kahlighari i wcale nie wybierał się do mnie z wizytą. Kiedy zapytałam listownie: Co z tymi kretami?, odpisał, że jest to zajęcie niegodne Dziedzica. Byłam wściekła, więc przyjechałam i porwałam go. Postanowiłam przetrzymywać Dziedzica w Makowym Grodzie tak długo, aż przepędzi wszystkie krety. Tak też zrobiłam. Wczoraj Dziedzic Paschilke przepędził ostatniego kreta, więc pozwoliłam mu wrócić do domu. Człowiek z tak ogromną wiedzą i tak miłą aparycją nie powinien był odmawiać pomocy, równie miłej damie."
Czy Dziedzic Paschilke wniesie skargę na Panią Makowego Grodu, czy będzie się starał o jej ukaranie?

środa, 6 maja 2015

Obowiązek

Dla niektórych jest źródłem wielu przewlekłych chorób.
Lecz wszystkie one, jedno mają imię...
Lenistwo.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Listy do T.

Muszę Cię zmartwić T. 
Otóż, nawet Twoja bardzo ważna, niecierpiąca zwłoki rozmowa telefoniczna, nie powoduje, że życie wokół zamiera. 
Dowodem tego, dzwoniące garnki.

sobota, 11 kwietnia 2015

Kawa i papierosy.

Od jakiegoś czasu nosiłam się z myślą dzielenia się na blogu nie tylko myślami, ale również filmami, które wryły mi się głęboko w pamięć, do których chętnie wracam. Dzisiaj, dzielę się sceną z filmu "Coffee and Cigarettes" Jima Jarmuscha.

Filmu, który jest porażająco statyczny, a jego największym efektem specjalnym, jest totalny brak efektów specjalnych. (Co nawiasem, i w nawiasie mówiąc, jest moim zdaniem najlepszym efektem specjalnym.) Gra świateł, gra ujęć, gra słów, a wszystko dosyć proste i głębokie w tym swoim minimalizmie. A przy tym... naprawdę urzekające obrusy w kratę. Rozmowy... takie proste, a takie niebanalne.

I to tyle, bo cóż można więcej powiedzieć o dobrym filmie. Może kawy?

sobota, 4 kwietnia 2015

Taśmowa Literatura

Stan współczesnej literatury wprawia mnie czasem w zakłopotanie. Poziom językowy niektórych książek bywa naprawdę żenujący, a opisywane w nich relacje międzyludzkie, bywają tak bezlitośnie uproszczone, tak zmiażdżone przez prostackość przekazu, że wprost nie da się tego czytać. To naprawdę cud, znaleźć dzisiaj książkę, która wyłamuje się z tego przykrego schematu. 

Uważam, że błędem jest to, że czytanie książek stało się dzisiaj rozrywką tej samej rangi, co oglądanie telewizji. To przykre, ale rzeczywiście dzisiejsza "literatura" bardzo często sięga do chwytów znanych nam przede wszystkim z telewizji. Łatwa, szybka przyjemność pozbawiona głębszego dna. Tymczasem, gdybym chciała takiej rozrywki, oglądałabym telewizję. Jeżeli sięgam do książki, to zawsze z nadzieją, że pozostawi ona we mnie coś, co nie da mi spokoju nie tylko przez następne dni, ale być może przez następne lata. Nie widzę sensu w czytaniu książek, które mają wnosić do życia jedynie płytką przyjemność pozbawioną refleksji. 

Przygoda z książką nie powinna się kończyć wraz z jej przeczytaniem. Jej treść powinna pozostać w nas, rzeźbiąc kolejne tunele refleksji w naszym wnętrzu. Dzisiaj książki są produkowane jak czekoladki,  niby różnorodne, ale wychodzące spod tej samej bezsensownej, pozbawionej duszy taśmy produkcyjnej. Trudno się odnaleźć w takim świecie, a nawet lepiej nie odnajdować się w nim wcale, lecz budować wokół siebie niepozbawioną wartości przestrzeń, na tyle, na ile to tylko możliwe.

Tymczasem, pozostaje sięgać do klasyków. Upływający czas też jest pewną miarą wartości książki. Serie, tak dzisiaj znane, jak "Zmierzch", "Pamiętniki wampirów" i inne historie tego typu, to opowieści kilkumiesięczne, a podtrzymane przez całą masę specjalistów marketingowych, może nawet kilkuletnie. Ale po kilku latach faza szału opada, za sto pięćdziesiąt lat nikt już nie będzie potrafił choćby przytoczyć tytułu takiej książki, czy serii. To powierzchowne opowieści, przeznaczone głównie do sprzedaży, a nie do refleksji. 

Porządne książki zmieniają świat, choćby tym, że w czytelniku pojawia się jakaś nowa myśl, która kieruje go do dalszych rozważań, a nieraz doprowadza do granic jego własnego świat.

piątek, 3 kwietnia 2015

Życzenia Wielkanocne

Drodzy Czytelnicy! Dziękując za Wasze zainteresowanie moim blogiem i opowiadaniami, życzę Wam wszystkiego dobrego z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Dużo ciepła i uśmiechu, ale przede wszystkim realizowania się w swoich pasjach i spełniania swoich marzeń, małych i dużych.

wtorek, 31 marca 2015

Lao Tzu - kilka prostych słów


Wiele interesujących rzeczy ma do powiedzenia Lao Tzu. Choć słowa wypowiadane przez niego są niezwykle proste, kryją się za nimi głębokie myśli. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie za każdym razem gdy sięgam po "Wielką księgę Tao", a zdarzyło mi się przeczytać ją już kilka razy. Uważam, że pośród krótkich myśli tego fascynującego filozofa, każdy może odnaleźć coś dla siebie. Choć jest to zupełnie inna kultura niż nasza, zupełnie odmienny świat, można w słowach Lao Tzu odnaleźć sens ponadkulturowy i ponadreligijny, który sprawia, że jego myśl może okazać się interesująca i ważna nawet dla tych, którzy nie sympatyzują z taoizmem.
To wielka sztuka mówić o tak istotnych sprawach, tak prostym językiem i jednocześnie trafiać w samo sedno.

piątek, 27 marca 2015

Jeżeli chodzi o wyobraźnię, to...

Wyobraźnia może pomóc i zaszkodzić.
Nie każdy potrafi jej używać. 
A tacy najczęściej chętnie dyktują
swoją wydumaną
instrukcję obsługi wyobraźni.

Dziedzic Paschilke wciąż uwięziony!

Nasz korespondent potwierdza, że Dziedzic Paschilke uwięziony w wieży wciąż oczekuje na ratunek. 
Z przykrością oznajmiamy, że jak dotąd, do naszej redakcji nie zgłosił się żaden wolontariusz. Pierwsza wyprawa ratunkowa z Gór Kahlighari wyruszy w przyszły czwartek. Do tego czasu oczekujemy na pojawienie się wolontariuszy. 
"W tak ważnej sprawie nie można czekać." - powiedział profesor Henryk Brzęczyczokoliniunieczynkonikopakolikonikoczyński. 
Po wygłoszeniu tej wypowiedzi profesor Brzęczyczokoliniunieczynkonikopakolikonikoczyński zaryglował się w domu twierdząc, że cierpi na niezwykłą chorobę, która nie pozwala mu zostać wolontariuszem.

wtorek, 24 marca 2015

A dzisiaj trochę inaczej.

Zamiast "Znajdź historię dla siebie", opera dla Ciebie.
Czyli Carmen Georges'a Bizeta, 
orkiestra pod batutą Carlosa Kleibera.


niedziela, 22 marca 2015

Z OSTATNIEJ CHWILI- Dziedzic Paschilke uprowadzony! - komunikat prasowy z Gór Kahlighari

Dziedzić Paschilke porwany!Nasz korespondent donosi, że dzisiejszej nocy, około godziny 1:00, Dziedzic Paschilke został porwany przez panią Makowego Grodu, Kąkolinę Ivanescę. Świadkiem całego zajścia był botanik Julian Brevachko, który zgodził się przekazać nam stosowne informacje:

"Wyszedłem na dwór, ponieważ w Górach Kahlighari około godziny 1:00 kwitnie co noc magiczna rzepa, która ma właściwości lecznicze. Skończył mi się mój zapas, zaś księżna Abdegarda Dominika Pimpuderla Brzęczochowska skarżyła się niedawno na hemoroidy. Chcąc pomóc znajomej, wyruszyłem w poszukiwaniu magicznej rzepy. Nie musiałem długo szukać, ponieważ wiem gdzie zwykle wyrasta. Kiedy schylałem się by zerwać roślinę, uwagę moją przykuło przedziwne spotkanie. Zobaczyłem Kąkolinę Ivanescę, która zwykle nie zapuszcza się w te strony. Zastanawiałem się jaki może być powód jej wizyty w Górach Kahlighari. Nagle jej twarz wykrzywił złośliwy grymas. Wystraszyłem się, że ma jakieś niecne plany wobec mnie. Na szczęście myliłem się. Zobaczyłem Dziedzica Paschilke, przechadzał się nieopodal i obserwował gwiazdy. Kroki jego były lekkie i niesłyszalne dla niewyrobionego ucha. Zrozumiałem, że Kąkolina ma złe zamiary nie wobec mnie, ale wobec Dziedzica. Poczułem ulgę, ale skarciłem się w duchu. Mocne uderzenie w głowę spowodowało, że zemdlałem. Obudziłem się rankiem. Nie wiem co wydarzyło się dalej."

Ze źródeł nieoficjalnych wiemy, że Kąkolina porwała Dziedzica Paschilke i przetrzymuje go w wieży swojego zamczyska. Jednakże, ta informacja wymaga potwierdzenia. Zachęcamy mieszkańców naszej krainy do dzielenia się informacjami z redakcją oraz do czynnego włączenia się w akcję poszukiwawczą!

poniedziałek, 16 marca 2015

Selena; fragmenty; fragment 1

Selena długo ukrywała się w krzakach i obserwowała wielkiego, szponiastego ptaka, który rozszarpywał na strzępy jakieś niewielkie, polne zwierzę. Przychodziła tu codziennie, mając nadzieję, że pewnego dnia znajdzie w sobie odwagę i siłę, by upolować tego olbrzyma i nakarmić swoją rodzinę, która w ostatnim czasie cierpiała z powodu szerzącego się we wsi głodu. Coraz bardziej zmienny klimat nie sprzyjał uprawom pól. Rolnictwo straciło na znaczeniu, przestało się opłacać, a życie na wsi stało się cięższe niż kiedykolwiek wcześniej. Alchemicy pracowali zaciekle nad kryształami, które miałyby dostarczać energii całym wioskom, tak by pokonać problemy klimatyczne i magicznie podtrzymać urodzajność ziemi. Niestety były to prace bardzo żmudne, a wiedza alchemiczna była wciąż niewystarczająca do tak wielkiego przedsięwzięcia. Nawet magowie z trudem dawali sobie radę w obliczu klęsk żywiołowych i klimatycznych.
Niegdyś barwny i szczęśliwy świat, cierpiał w ciemnościach, które zdawały się nie mieć końca. Piękny ogród na Polach Nadziei z dnia na dzień obumierał.

Selena była młodą kobietą i nie pamiętała czasów, w których ogród rozrastał się z niezwykłą prędkością i uznawany był za jeden z cudów tej krainy. Dzisiaj takie historie nazywa się baśniami, ale starzy mędrcy, którym pozostało jedynie zapłakać nad obecnym stanem tego świata, wiedzą, pamiętają i tęsknią, za czasami, w których ludzie mieli marzenia. Rośliny z ogrodu Somniatis nie potrzebowały ani słońca, ani wody by wzrastać. Siłą napędzającą ich wzrost były ludzkie marzenia, pragnienia i nadzieje, te spełnione rozkwitały pięknie, te wywalczone ciężką pracą przeradzały się w polany pełne kwiatów i krzewów, a te ciche, dziecięce, które z czasem przemijają, przybierały postać drobnych niezapominajek. Dzisiaj pamiętali o tym tylko mędrcy, których świat chciał uznać za szalonych bajarzy.

Świat się zmienił, nie było już marzeń ani chceń. A jedynymi pragnieniami, były pragnienia zaspokojenia najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb. Nie było już nawet niezapominajek, bo dzieci bały się chcieć czegokolwiek. Nędza, głód, szarość i lęk przed marzeniami sprawiły, że Ogród Somniatis pokrył się czarną mgłą, a piękne dawniej kwiaty gniły coraz bardziej. Pamięć dawnych dni pozostała tylko w sercach nielicznych.

Selena przyglądała się ptakowi rozrywającemu zwierzynę na coraz mniejsze kawałki. Zastanawiała się nad sposobem, w jaki mogłaby ujarzmić drapieżnika. Najprościej byłoby podrzucić mu do gniazda podtrutą padlinę. Jednakże za samą truciznę trzeba byłoby zapłacić, pewnie około 50 tercli. Dzisiaj nikogo nie było stać na takie wydatki. Nawet najbogatsi magowie dusili każdy grosz. Trzeba było pomyśleć nad innym sposobem upolowania tego ogromnego ptaka. 

Selena miała przyjaciela, który radził sobie naprawdę świetnie z zastawianiem pułapek. Ale on też miał rodzinę, więc gdyby zaangażowała jego do udziału w polowaniu, musiałaby podzielić się zdobyczą. Selena była dobrą dziewczyną, ale w obliczu głodu człowiek myśli trochę inaczej, sam zaczyna działać i myśleć jak drapieżnik, który jak najwięcej chce zachować dla siebie. Z drugiej strony, dziewczyna bardzo lubiła Artemisa i nie wyobrażała sobie sytuacji, w której nie podzieliłaby się z nim swoim łowem. Niemniej, nie rozwiązywało to problemu upolowania ptactwa. Choć Artemis był o wiele silniejszy od Seleny i o wiele sprytniejszy w kwestii zastawiania pułapek, Selena nie miała pewności czy nie przecenia możliwości przyjaciela. Gdyby spróbowali zaangażować kogoś jeszcze, najpewniej nikt nie zaspokoiłby głodu, nawet na chwilę.
Ptak kończył swoją strawę, gdy Selena usłyszała kroki za swoimi plecami.
-Ty też tutaj przychodzisz w sekrecie.- to był Artemis, uśmiechnąl się do niej i odgarnął z twarzy grube pasmo rudych włosów, które wypadło z niechlujnie zawiązanego kitka.
-Miałam ci powiedzieć. - Selena poczuła ogromny wstyd, że przyjaciel nie dowiedział się od niej o tym miejscu.
-Przestań, przecież też mogłem ci powiedzieć, że wiem o tym miejscu. To chyba też nie w porządku, prawda?- uśmiechnął się i usiadł obok niej, czochrając jej krótkie, kruczoczarne włosy.
-Nie tłumaczmy się z tego, czasy są ciężkie.-powiedziała Selena.
-Jak się czuje Kiva? - zapytał Artemis.
-Nie najlepiej, jeszcze nie wyzdrowiała. Ciągle szukamy kogoś, kto mógłby jej pomóc. Nie wiemy co to za choroba. Moja siostra jest blada, ciągle leży w łóżku, nie rozmawia z nami, dostała okropnej wysypki, boję się, że nie przeżyje. - Selena po raz pierwszy powiedziała to głośno, a po jej twarzy spłynęły dwie ciężkie łzy, które spadając zamieniły się w dwie ciężkie perły.
-Zaraz... zobacz. -powiedział Artemis zdziwiony tym zjawiskiem.
-Selena... Selena! - usiłował zwrócić na nią swoją uwagę. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
-Zobacz... Proszę... Kiedy ty... Kiedy ostatnio płakałaś? -  zapytał, pokazując jej perły, które trzymał w otwartej dłoni.
-Nigdy, ale ja... ale to niemożliwe.- kolejna łza spłynęła po policzku Seleny zamieniając się w perłę, w momencie gdy tylko odłączyła się od jej bladego ciała.
-No ładnie, jesteś takim skarbem, a biegasz ze mną po polach. Powinnaś teraz się uczyć, zamiast polować. Nie będziesz już tego robiła, ja to będę robił i będę pomagał twojej rodzinie.
-Artemisie... perłowe łzy, nie zwalniają mnie z obowiązków wobec mojej rodziny.
-Wiesz dobrze, że tylko magowie płaczą perłowymi łzami. Twoje przeznaczenie jest inne. Powinnaś się uczyć może będziesz mogła pomóc Kivie dzięki magii...
-Może tak, ale przecież ja mam niskie pochodzenie, znasz jakiegoś maga ze wsi, bo ja nie.- powiedziała Selena nie dowierzając.
-Teraz już znam jednego.- Artemis uśmiechnął się do Seleny.
-Mnie to nie bawi. Nie wiem kim był mój ojciec, wole nie myśleć o tym, jaka historia się za tym kryje. Nie zabronisz mi polować, ja to bardzo lubię. To jedyna rzecz, która sprawia mi w dzisiejszych czasach przyjemność.
-Nie widzisz, że to jest fascynujące?
-Nie wiem, bardziej mnie to przeraża niż fascynuje. Jak ktoś się o tym dowie, będą chcieli mnie chronić, oddzielą mnie od rodziny. Kto o nich zadba.
-O to się nie martw, to nigdy nie było twoje zadanie, ale wykazałaś się wielkim heroizmem podejmując się go.
-Nie lubię kiedy tak mówisz, przecież wiesz, że oni tylko mnie mają.- Selena wstała i odwróciła się, ale w momencie kiedy chciała już odejść, Artemis złapał ją za nadgarstek i powiedział:
-Albo nie patrzysz na tą sytuację tak, jak ja, albo z jakiegoś powodu boisz się na nią tak spojrzeć.
-Prosiłam ciebie, nie wracajmy już do tej rozmowy, widzisz co się dzieje dookoła, tak nie można... - Selena obdarzyła go ostatnim spojrzeniem i udała się w stronę swojego domu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się płakać, dopiero dziś. Żałowała, że Artemis widział jej łzy. Przez ostatnich parę dni podejrzewała, że może mieć jakieś zdolności magiczne, udało jej się zrobić kilka rzeczy, które zwykłemu zjadaczowi chleba mogły wydać się dziwne, ale dzisiaj upewniła się, co do wszystkich swoich obaw. Wcześniej traktowała te sytuacje jako przypadki, incydenty, teraz musiała porzucić swój obojętny stosunek do tych spraw.
Bała się przyszłości, wiedziała, że magowie objęci są specjalnym prawem, że w początkowej fazie nauczania nie mogą przebywać w towarzystwie zwykłych ludzi. Tego bała się najbardziej, że ktoś dowie się o jej sekrecie i będzie musiała zostawić dom, rodzinę i przyjaciela. Choć nie potrafiła tego okazać, wiedziała, że za nim tęskniłaby najbardziej.

Kiedy tylko przekroczyła próg swojego pokoju zaniosła się łzami, tak, jak nigdy dotąd, a śnieżnobiałe perły spadały na poniszczony, stary materac, na którym zazwyczaj spała. Płakała jeszcze długo, a pereł przybywało i przybywało.

poniedziałek, 2 marca 2015

Doniesienie z Gór Kahlighari - wędrowcy u podnóży!

Doniesienie z ostatniej chwili! Dzisiaj w godzinach późnonocnych, w okolicach Gór Kahlighari widziano czterech tajemniczych wędrowców. 
"Wołałam i wołałam, nie chcieli się zatrzymać, a byli to panowie bardzo dostojni."zdradziła nam księżna Abdegarda Dominka Pimpuderla Brzęczochowska, żona księcia Dżdżysława Przaśnego. 
Wędrowcy, zapytani przez naszego korespondenta o cel wędrówki, odpowiedzieli, że poszukują dobrej jajecznicy.

środa, 25 lutego 2015

Opowieść o chłopcu, który nigdy nie kończył tego, co zaczynał


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, w krainie Twórczości, żył chłopiec, który nigdy nie kończył tego, co zaczynał. Życie chłopca pełne było smutku i utrapienia, ponieważ mieszkańcy krainy Twórczości cieszyli się wielką sławą na całym świecie, jedynie on nie wyróżniał się na ich tle.
Chłopiec miał na imię Unelma, mieszkał z dziadkiem w niewielkiej chatce położonej na zielonym, makowym wzgórzu. Dziadek, pan Hackle Backle był najsłynniejszym piekarzem w północnej części Twórczości, wypiekał bułeczki w różnych wymyślnych kształtach. Dziadek był znany ze swych dziwacznych bułeczek na całym świecie, ale Unelma nie uchodził za jego wnuka, a jedynie za zwykłego sługę. Mimo tego, chłopiec bardzo kochał swojego dziadziusia.
Unelma codziennie podejmował próbę namalowania obrazu. Prawie wszyscy mieszkańcy Twórczości malowali obrazy. Chłopiec sądził, że jeśli jest to talent najbardziej rozpowszechniony pośród jego krajan, to jest możliwe, że on także został nim obdarzony przez naturę. Niestety, każda próba namalowania obrazu kończyła się w połowie pracy, albo nawet jeszcze wcześniej. Kiedy chłopiec zaczynał malować jakiś obraz, po niedługiej chwili stwierdzał, że jest on zbyt niedoskonały, aby pokazać go komukolwiek. Unelma jednak zmuszał się do malowania. Nie było to zajecie, które przynosiło mu radość. A już na pewno, połowicznie namalowane obrazy nie nadawały się do ozdabiania domu. (Ozdabianie domów obrazami było powszechnym zwyczajem w Twórczości, w ten sposób artyści chwalili się swoim talentem i sprzedawali swe dzieła).
Pewnego dnia, Unelma usłyszał jak dziadziuś rozmawia z panem PimperSztukiTalim, znanym twórcą. Chłopiec usłyszał tylko urywki zdań, takie jak: „… ale, na szczęście do naszej krainy przyjeżdża Dawca Wszystkich Darów.”, „Wielka to radość! Wielka radość.”, „… każdego wysłucha.”. Zaintrygowany Unelma czym prędzej pobiegł do Dębowego Jaru, gdzie spotykali się wszyscy mieszkańcy Twórczości i dyskutowali o sprawach ważnych i mniej ważnych. Chłopiec bardzo chciał się dowiedzieć, kim jest Dawca Wszystkich Darów i dlaczego jego przyjazd jest tak wielkim szczęściem dla pana PimperSztukiTalego.
Unelma biegł ile sił w nogach. Z chaty dziadziusia do Dębowego Jaru droga była bowiem daleka, zaś chłopiec był bardzo niecierpliwy. Gdy dobiegł zdyszany na miejsce, ze zdumieniem stwierdził, że w Dębowym Jarze znajdują się wszyscy mieszkańcy krainy Twórczości, oprócz dziadziusia i PimperSztukiTalego. Był to widok nietypowy, ponieważ zwykle można było spotkać tu zaledwie kilka, kilkanaście osób. Coś wielkiego musiało się wydarzyć, jeżeli prawie wszyscy zdecydowali się zrezygnować ze swoich codziennych zajęć i przyjść do Dębowego Jaru.
- Przepraszam panią najmocniej. Co tutaj się dzieje?- zapytał Unelma, gdy spostrzegł sąsiadkę panią Piedrę Ivaneskę Maczupińską, która na co dzień była bardzo wścibska i nieuprzejma.
- Ty, jak zawsze, nic nie wiesz. Wciąż się dziwię, że Hackle Backle to twój dziadek, nie zasługujesz, by mieć takiego dziadka. On ciężko pracuje i twórczo, a ty… nawet śniadania nie potrafisz skończyć. Och… No dobrze, powiem ci. To wielki dzień. Dzisiaj ma przyjechać Dawca Wszystkich Darów. Oczekujemy na niego w nadziei na bogactwa i złoto. Wszystko inne już mamy, dlatego liczymy, że Dawca obdaruje nas rubinami, diamentami, za to, że tak świetnie realizujemy jego wolę.- powiedziała kobieta krzywiąc się, jak gdyby rozmowa z chłopcem sprawiała jej wielką przykrość.
- No dobrze, rozumiem. Ale, czy byłaby pani łaskawa powiedzieć mi, kim jest Dawca Wszystkich Darów?- drążył chłopiec.
- Dobrze, dobrze, powiem ci prędko, ale już ze mną nie rozmawiaj! Nie chcę aby ktoś widział, że rozmawiam z tobą. Ludzie mojego stanu, nie powinni rozmawiać z ludźmi twojego pokroju. Och… więc… Dawca Wszystkich Darów, to ktoś bardzo stary i tak wielki, że nie sposób sobie tego wyobrazić. To Dawca, który może wszystko. On może wszystko dać, wszystko czego tylko zechcesz. Ja przyszłam po klejnoty, a teraz zejdź mi z drogi, bo ludzie zaczynają się na nas patrzeć.- powiedziała kobieta. Odchodząc potrąciła biednego Unelmę tak, że ten, przewrócił się. Chłopiec posiedział na trawie tylko chwilkę w oczekiwaniu, ale Dawca Wszystkich Darów nie przyszedł ku wielkiemu zawodowi pani Piedry Ivaneski Maczupińskiej.
Unelma nie miał żadnych wielkich oczekiwań wobec tego, co rzekomo miało wydarzyć się w Dębowym Jarze, gdy czekał na trawie. W drodze powrotnej do domu dziadziusia, spotkał nieznajomego starca, który szedł bardzo wolno podpierając się na dębowej laseczce.
- Przepraszam, czy szanowny pan potrzebuje pomocy?- zapytał Unelma.
- Chłopcze, koło mnie przeszli niemal wszyscy mieszkańcy tej krainy, a tylko ty jeden zapytałeś czy potrzebna mi pomoc. Widzę jednak, że jesteś smutny, może to ja mógłbym pomóc tobie?
- Ach, drogi starcze, bardzo potrzebuję pomocy, ale co znaczą moje narzekania wobec twojego nieszczęścia. Masz stare, zmęczone nogi, nie dojdziesz prędko do Dębowego Jaru, a i moja pomoc na niewiele się zda. Ja mam dwie zdrowe nogi, dwie zdrowe ręce, nie to, co ty. Moim problemem jest to, że nie potrafię skończyć tego, za co się zabieram. Zaczynam różne rzeczy i zostawiam w połowie. Czuję, że do niczego się nie nadaję. W naszej krainie, każdy jest w czymś najlepszy. Tylko mnie mają za patałacha, który nawet nie potrafi skończyć śniadania.
- Unelma, ja cię bardzo dobrze znam. Lepiej niż ty sam siebie znasz. Ty również jesteś w czymś najlepszy, ale nie odkryjesz tego naśladując innych. Nie ma drugiego takiego chłopca jak ty. Twoim największym skarbem jest wszystko to, co masz już w sobie. Nie potrzebujesz, żadnych darów, bo już je otrzymałeś. Wszyscy mieszkańcy Twórczości otrzymali pewne dary, ale dar pozostawiony sam sobie blednie, a potem znika. Kochany chłopcze… Różnisz się bardzo od innych mieszkańców Twórczości, to dobrze. Nie przyszedłeś dziś do Dębowego Jaru po klejnoty, ale z ciekawości.
- Czy ty jesteś Dawcą Wszystkich Darów?- zapytał zdumiony Unelma.
- Jestem twoim Przyjacielem, który zawsze cię wysłucha, który pomoże ci rozwiązać każdy problem, który jest z tobą nawet wtedy, gdy go nie widzisz, i który był przy tobie przez cały ten czas. Dziś to ty pozwoliłeś nam na spotkanie, bo zacząłeś mnie szukać, bo byłeś ciekaw. Nie odwracam się od tych, którzy miast klejnotów i sławy, mnie poszukują. A teraz idź chłopcze, zacznij swoją przygodę.- powiedział Starzec uśmiechając się tajemniczo.
Unelma nie wiedział, co odpowiedzieć. Uśmiechnął się tylko i spuścił nieśmiało oczy, a kiedy znów podniósł głowę starca już nie było. Chłopiec wrócił do domu dziadziusia i zapisał całą tę historię. Z czasem odkrył, że niezwykłą radość sprawia mu spisywanie wydarzeń. Znalazł swoją drogę, został kronikarzem i choć żył skromnie, był bardzo szczęśliwy. Przyjaciel, tak jak obiecał, nigdy go nie zostawił, a Unelma często zwracał się do Niego w myślach, czasem mu dziękował, czasami przepraszał, a czasami prosił o pomoc. Chłopiec nigdy nie był samotny, ale zrozumiał to dopiero po tym, gdy spotkał Starca Przyjaciela. A kiedy Unelma zestarzał się już tak, że musiał opuścić krainę Twórczości, znów spotkał Starca Przyjaciela i było to najpiękniejsze, najbardziej oczekiwane spotkanie. 
 

 _____________________________________________________________________________
 Opowiadanie zostało wysłane na konkurs na bajkę z przesłaniem ogłoszony przez Wydawnictwo św. Macieja Apostoła. Publikacja opowiadania na blogu jest zgodna z regulaminem konkursu.

czwartek, 19 lutego 2015

Historia o kosmonaucie, który pokochał dźwięk.

Znowu nie mam opowiadania. Może niedobrze.Właściwie, to nie do końca prawda, bo mam, ale chcę popracować nad nim trochę dłużej. Będzie opublikowane na blogu i wysłane na konkurs, ale są pewne wymagania, które muszę spełnić, dlatego tak długo to trwa.

Ale mam pewną historię, bardzo ciekawą, nad którą można się chwilę pozastanawiać.
A może nawet dłużej.
You know that story of the Russian cosmonaut? So, the cosmonaut, He's the first man ever to go into space. Right? The Russians beat the Americans. So he goes up in this big spaceship, but the only habitable part of it's very small. So the cosmonaut's in there, and he's got this portal window, and he's looking out of it, and he sees the curvature of the Earth for the first time. I mean, the first man to ever look at the planet he's from. And he's lost in that moment. And all of a sudden this strange ticking... Begins coming out of the dashboard. Rips out the control panel, right? Takes out his tools. Trying to find the sound, trying to stop the sound. But he can't find it. He can't stop it. It keeps going. Few hours into this, begins to feel like torture. A few days go by with this sound, and he knows that this small sound... will break him. He'll lose his mind. What's he gonna do? He's up in space, alone, in a space closet. He's got 25 days left to go... with this sound. So the cosmonaut decides... the only way to save his sanity... is to fall in love with this sound. So he closes his eyes... and he goes into his imagination, and then he opens them. He doesn't hear ticking anymore. He hears music. And he spends the sailing through space in total bliss... and peace.
Rhoda Williams, Another Earth

sobota, 14 lutego 2015

There's a world out there...

Nie mam na dzisiaj żadnej opowieści, ani rysunku. Mam jednak cytat z książki, którą aktualnie czytam. Kilka słów, może nawet całkiem prostych, ale wartych przemyślenia.
"I had no difficulty in picturing full theatres and cinemas long after I myself was gone. Not everyone can do that. Many are so intoxicated with sensual impressions that they're not able to grasp that there's a world out there. And therefore they're not able to comprehend the opposite either - they don't understand that one day the world will end. We, however, are only few missing heartbeats away from being divorced from humanity for ever."
Jostein Gaarder, The Ringmaster's Daughter, s. 55

środa, 21 stycznia 2015

Gdzie się skryły wszystkie smoki?

Bardzo naiwny jest ten, kto twierdzi, że smoki nigdy nie istniały. Jednakże, jeszcze bardziej naiwny jest ten, kto uważa, że smoki istniały, ale przestały istnieć. Otóż, każdy młody człowiek z wielką wyobraźnią, doskonale wie, że jedno i drugie jest nieprawdą, ponieważ smoki istniały i istnieją nadal. Niektórzy dorośli, choć jest ich niewielu, zdają sobie sprawę z tego, że jeśli czegoś nie widać, to wcale nie oznacza, że tego nie ma. 

Smoki mają się bardzo dobrze. Ludzie nie mogą ich zobaczyć, ponieważ przez wieki bali się smoków tak bardzo, że przestali je zauważać. Tymczasem te niezwykłe stworzenia codziennie przechodzą obok nas, choć nie jesteśmy w stanie ich zobaczyć. Czasami ktoś potyka się na prostej drodze, mówimy o nim, że jest niezdarą. Ale to przecież nieprawda. To smok podstawił mu ogon. Smoki bardzo lubią smocze żarty. 

Kiedy następnym razem potkniesz się na prostej drodze, zastanów się: gdzie się skryły wszystkie smoki?

piątek, 16 stycznia 2015

Międzyplanetarne obserwacje

-Uważasz, że Ziemianie wiedzą, że ich obserwujemy?- zapytał Kosmita siadając obok U57.
-A skąd mieliby to wiedzieć? Większość z nich za rzetelne źródło poznania uznaje doświadczenie zmysłowe, a takich sygnałów im nie wysyłamy. W życiu... Nie spodziewają się nas. - odpowiedział U57 popijając kosmiczny napój wysokoprocentowy.  

W tym samym czasie na Ziemi...

-Myślisz, że Kosmici wiedzą, że ich obserwujemy? 
-A skąd mieliby to wiedzieć? Zawsze gdy ich obserwujemy są do nas odwróceni plecami.  

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Chłopiec i księżyc

-Nie potrafię wzlecieć. Bardzo bym tego chciał, ale nie potrafię. - powiedział chłopiec wpatrując się w srebrzysty księżyc. Codziennie po zmroku, gdy księżyc nie chował się za chmurami, chłopiec wyglądał przez okno i wpatrywał się w niego rozmarzonym wzrokiem. Tej nocy chłopiec po raz pierwszy zwrócił się do księżyca tak, jak gdyby ten mógł go usłyszeć i odpowiedzieć. Usłyszał to jednak gruby, szary kot siedzący w kącie pokoju i odpowiedział tajemniczym uśmiechem pod wąsem.

niedziela, 11 stycznia 2015

Czas się zatrzymał.

Czas usiadł nad brzegiem rzeki. Od dawna miał ochotę się zatrzymać ale dopiero teraz nadeszła odpowiednia okazja. Wszyscy wokół narzekali na pośpiech, ale to on przecież miał największe prawo do tego by być zmęczonym. Czas bardzo chciał zostać zauważonym, zapytanym o plany na przyszłość, o przeszłość. Tak długo trwał... Ani razu nikt nie zwrócił się do niego w pierwszej osobie. Wszyscy wokół powtarzali tylko "Nie mam czasu, nie mam czasu.". A Czas przecież zawsze był, zawsze dawał całego siebie. W końcu zatrzymał się, a woda w rzece przestała płynąć.

sobota, 10 stycznia 2015

SERIA DZIEDZIC PASCHILKE: 5. Wspomnienie o dziwnej sytuacji

Pracowałam u Dziedzica Paschilke, strasznie dziwny to był mężczyzna, z dziwnymi przyzwyczajeniami. Do moich obowiązków należało głównie sprzątanie, ale czasami zdarzało się, że gotowałam mu różne potrawy. Nieodpłatnie. Było mi go szkoda, bo miał złe przyzwyczajenia żywieniowe. Jadł śniadanie na obiad, obiad na śniadanie, a kolację w samym środku nocy. Próbowałam zmienić jego nawyki, ale uznał, że służba nie ma prawa się wtrącać w jego prywatne sprawy. Określił to jako "wysoce niestosowne". Przestałam próbować go zmieniać, przestałam też mieć nadzieję, że kiedyś spojrzy na mnie, jak na kobietę swego życia.
Pewnego dnia, kiedy przyszłam powycierać kurze z jego kolekcji porcelanowych psów, w domu panowała niepokojąca cisza. Przekroczyłam próg pokoju codziennego. Dziedzic Paschilke stał na środku i wpatrywał się w papierowy samolocik, który spoczywał w jego lewej dłoni. Nigdy nie widziałam żeby był tak skupiony jak wtedy. Patrzył na samolocik nie mrugając. Nawet nie zauważył, że weszłam. 
Nie wiem co się wtedy wydarzyło, ale to był dzień, w którym zrozumiałam, że Dziedzic Paschilke to człowiek o niezwykłej wrażliwości, człowiek, którego świat powinien poznać. Ogarnęło mnie wówczas wielkie wzruszenie. To było... coś pięknego.
Dzidzisława Bróhl, służąca

środa, 7 stycznia 2015

A słowik powiedział tak.

Jakby mi się tak chciało, jak się nie chciało, to wszystko może by się udało, a jakby się udało, to i tak by się posypało, bo coś by się we mnie załamało, bo kiedy tak siedzę i patrzę przed siebie, to widzę jak chmury płyną po niebie, i życie płynie, i sobie pędzi, a ja zamiast coś robić, to siedzę na żerdzi, sobie pogwiżdżę, trochę polatam, czasami zwiedzę kawałek świata, a życie płynie i tak płynie. A ja problemów egzystencjalnych nie mam wcale i  na wszystko gwiżdżę.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Komunikat Prasowy z Gór Kahlighari: Nocne schadzki księżnej Abdegardy

Wczoraj, w godzinach wieczornych księżna Abdegarda Dominika Pimpuderla Brzęczochowska, żona księcia Dżdżysława Przaśnego, przechadzała się w dolinie Gór Kahlighari. Znajomy księżnej wydał orzeczenie, iż powszechnie wiadomo, że spotyka się ona po zmroku z różnymi mężczyznami. Jednakże znajomy księżnej, który wolał pozostać anonimowy, zdecydowanie dementuje plotki o miłosnych igraszkach."Wielką pasją księżnej jest haft krzyżykowy. Nocami uczy mężczyzn haftować."- powiada znajomy księżnej.