środa, 21 stycznia 2015

Gdzie się skryły wszystkie smoki?

Bardzo naiwny jest ten, kto twierdzi, że smoki nigdy nie istniały. Jednakże, jeszcze bardziej naiwny jest ten, kto uważa, że smoki istniały, ale przestały istnieć. Otóż, każdy młody człowiek z wielką wyobraźnią, doskonale wie, że jedno i drugie jest nieprawdą, ponieważ smoki istniały i istnieją nadal. Niektórzy dorośli, choć jest ich niewielu, zdają sobie sprawę z tego, że jeśli czegoś nie widać, to wcale nie oznacza, że tego nie ma. 

Smoki mają się bardzo dobrze. Ludzie nie mogą ich zobaczyć, ponieważ przez wieki bali się smoków tak bardzo, że przestali je zauważać. Tymczasem te niezwykłe stworzenia codziennie przechodzą obok nas, choć nie jesteśmy w stanie ich zobaczyć. Czasami ktoś potyka się na prostej drodze, mówimy o nim, że jest niezdarą. Ale to przecież nieprawda. To smok podstawił mu ogon. Smoki bardzo lubią smocze żarty. 

Kiedy następnym razem potkniesz się na prostej drodze, zastanów się: gdzie się skryły wszystkie smoki?

piątek, 16 stycznia 2015

Międzyplanetarne obserwacje

-Uważasz, że Ziemianie wiedzą, że ich obserwujemy?- zapytał Kosmita siadając obok U57.
-A skąd mieliby to wiedzieć? Większość z nich za rzetelne źródło poznania uznaje doświadczenie zmysłowe, a takich sygnałów im nie wysyłamy. W życiu... Nie spodziewają się nas. - odpowiedział U57 popijając kosmiczny napój wysokoprocentowy.  

W tym samym czasie na Ziemi...

-Myślisz, że Kosmici wiedzą, że ich obserwujemy? 
-A skąd mieliby to wiedzieć? Zawsze gdy ich obserwujemy są do nas odwróceni plecami.  

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Chłopiec i księżyc

-Nie potrafię wzlecieć. Bardzo bym tego chciał, ale nie potrafię. - powiedział chłopiec wpatrując się w srebrzysty księżyc. Codziennie po zmroku, gdy księżyc nie chował się za chmurami, chłopiec wyglądał przez okno i wpatrywał się w niego rozmarzonym wzrokiem. Tej nocy chłopiec po raz pierwszy zwrócił się do księżyca tak, jak gdyby ten mógł go usłyszeć i odpowiedzieć. Usłyszał to jednak gruby, szary kot siedzący w kącie pokoju i odpowiedział tajemniczym uśmiechem pod wąsem.

niedziela, 11 stycznia 2015

Czas się zatrzymał.

Czas usiadł nad brzegiem rzeki. Od dawna miał ochotę się zatrzymać ale dopiero teraz nadeszła odpowiednia okazja. Wszyscy wokół narzekali na pośpiech, ale to on przecież miał największe prawo do tego by być zmęczonym. Czas bardzo chciał zostać zauważonym, zapytanym o plany na przyszłość, o przeszłość. Tak długo trwał... Ani razu nikt nie zwrócił się do niego w pierwszej osobie. Wszyscy wokół powtarzali tylko "Nie mam czasu, nie mam czasu.". A Czas przecież zawsze był, zawsze dawał całego siebie. W końcu zatrzymał się, a woda w rzece przestała płynąć.

sobota, 10 stycznia 2015

SERIA DZIEDZIC PASCHILKE: 5. Wspomnienie o dziwnej sytuacji

Pracowałam u Dziedzica Paschilke, strasznie dziwny to był mężczyzna, z dziwnymi przyzwyczajeniami. Do moich obowiązków należało głównie sprzątanie, ale czasami zdarzało się, że gotowałam mu różne potrawy. Nieodpłatnie. Było mi go szkoda, bo miał złe przyzwyczajenia żywieniowe. Jadł śniadanie na obiad, obiad na śniadanie, a kolację w samym środku nocy. Próbowałam zmienić jego nawyki, ale uznał, że służba nie ma prawa się wtrącać w jego prywatne sprawy. Określił to jako "wysoce niestosowne". Przestałam próbować go zmieniać, przestałam też mieć nadzieję, że kiedyś spojrzy na mnie, jak na kobietę swego życia.
Pewnego dnia, kiedy przyszłam powycierać kurze z jego kolekcji porcelanowych psów, w domu panowała niepokojąca cisza. Przekroczyłam próg pokoju codziennego. Dziedzic Paschilke stał na środku i wpatrywał się w papierowy samolocik, który spoczywał w jego lewej dłoni. Nigdy nie widziałam żeby był tak skupiony jak wtedy. Patrzył na samolocik nie mrugając. Nawet nie zauważył, że weszłam. 
Nie wiem co się wtedy wydarzyło, ale to był dzień, w którym zrozumiałam, że Dziedzic Paschilke to człowiek o niezwykłej wrażliwości, człowiek, którego świat powinien poznać. Ogarnęło mnie wówczas wielkie wzruszenie. To było... coś pięknego.
Dzidzisława Bróhl, służąca

środa, 7 stycznia 2015

A słowik powiedział tak.

Jakby mi się tak chciało, jak się nie chciało, to wszystko może by się udało, a jakby się udało, to i tak by się posypało, bo coś by się we mnie załamało, bo kiedy tak siedzę i patrzę przed siebie, to widzę jak chmury płyną po niebie, i życie płynie, i sobie pędzi, a ja zamiast coś robić, to siedzę na żerdzi, sobie pogwiżdżę, trochę polatam, czasami zwiedzę kawałek świata, a życie płynie i tak płynie. A ja problemów egzystencjalnych nie mam wcale i  na wszystko gwiżdżę.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Komunikat Prasowy z Gór Kahlighari: Nocne schadzki księżnej Abdegardy

Wczoraj, w godzinach wieczornych księżna Abdegarda Dominika Pimpuderla Brzęczochowska, żona księcia Dżdżysława Przaśnego, przechadzała się w dolinie Gór Kahlighari. Znajomy księżnej wydał orzeczenie, iż powszechnie wiadomo, że spotyka się ona po zmroku z różnymi mężczyznami. Jednakże znajomy księżnej, który wolał pozostać anonimowy, zdecydowanie dementuje plotki o miłosnych igraszkach."Wielką pasją księżnej jest haft krzyżykowy. Nocami uczy mężczyzn haftować."- powiada znajomy księżnej.