sobota, 10 stycznia 2015

SERIA DZIEDZIC PASCHILKE: 5. Wspomnienie o dziwnej sytuacji

Pracowałam u Dziedzica Paschilke, strasznie dziwny to był mężczyzna, z dziwnymi przyzwyczajeniami. Do moich obowiązków należało głównie sprzątanie, ale czasami zdarzało się, że gotowałam mu różne potrawy. Nieodpłatnie. Było mi go szkoda, bo miał złe przyzwyczajenia żywieniowe. Jadł śniadanie na obiad, obiad na śniadanie, a kolację w samym środku nocy. Próbowałam zmienić jego nawyki, ale uznał, że służba nie ma prawa się wtrącać w jego prywatne sprawy. Określił to jako "wysoce niestosowne". Przestałam próbować go zmieniać, przestałam też mieć nadzieję, że kiedyś spojrzy na mnie, jak na kobietę swego życia.
Pewnego dnia, kiedy przyszłam powycierać kurze z jego kolekcji porcelanowych psów, w domu panowała niepokojąca cisza. Przekroczyłam próg pokoju codziennego. Dziedzic Paschilke stał na środku i wpatrywał się w papierowy samolocik, który spoczywał w jego lewej dłoni. Nigdy nie widziałam żeby był tak skupiony jak wtedy. Patrzył na samolocik nie mrugając. Nawet nie zauważył, że weszłam. 
Nie wiem co się wtedy wydarzyło, ale to był dzień, w którym zrozumiałam, że Dziedzic Paschilke to człowiek o niezwykłej wrażliwości, człowiek, którego świat powinien poznać. Ogarnęło mnie wówczas wielkie wzruszenie. To było... coś pięknego.
Dzidzisława Bróhl, służąca