środa, 25 lutego 2015

Opowieść o chłopcu, który nigdy nie kończył tego, co zaczynał


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, w krainie Twórczości, żył chłopiec, który nigdy nie kończył tego, co zaczynał. Życie chłopca pełne było smutku i utrapienia, ponieważ mieszkańcy krainy Twórczości cieszyli się wielką sławą na całym świecie, jedynie on nie wyróżniał się na ich tle.
Chłopiec miał na imię Unelma, mieszkał z dziadkiem w niewielkiej chatce położonej na zielonym, makowym wzgórzu. Dziadek, pan Hackle Backle był najsłynniejszym piekarzem w północnej części Twórczości, wypiekał bułeczki w różnych wymyślnych kształtach. Dziadek był znany ze swych dziwacznych bułeczek na całym świecie, ale Unelma nie uchodził za jego wnuka, a jedynie za zwykłego sługę. Mimo tego, chłopiec bardzo kochał swojego dziadziusia.
Unelma codziennie podejmował próbę namalowania obrazu. Prawie wszyscy mieszkańcy Twórczości malowali obrazy. Chłopiec sądził, że jeśli jest to talent najbardziej rozpowszechniony pośród jego krajan, to jest możliwe, że on także został nim obdarzony przez naturę. Niestety, każda próba namalowania obrazu kończyła się w połowie pracy, albo nawet jeszcze wcześniej. Kiedy chłopiec zaczynał malować jakiś obraz, po niedługiej chwili stwierdzał, że jest on zbyt niedoskonały, aby pokazać go komukolwiek. Unelma jednak zmuszał się do malowania. Nie było to zajecie, które przynosiło mu radość. A już na pewno, połowicznie namalowane obrazy nie nadawały się do ozdabiania domu. (Ozdabianie domów obrazami było powszechnym zwyczajem w Twórczości, w ten sposób artyści chwalili się swoim talentem i sprzedawali swe dzieła).
Pewnego dnia, Unelma usłyszał jak dziadziuś rozmawia z panem PimperSztukiTalim, znanym twórcą. Chłopiec usłyszał tylko urywki zdań, takie jak: „… ale, na szczęście do naszej krainy przyjeżdża Dawca Wszystkich Darów.”, „Wielka to radość! Wielka radość.”, „… każdego wysłucha.”. Zaintrygowany Unelma czym prędzej pobiegł do Dębowego Jaru, gdzie spotykali się wszyscy mieszkańcy Twórczości i dyskutowali o sprawach ważnych i mniej ważnych. Chłopiec bardzo chciał się dowiedzieć, kim jest Dawca Wszystkich Darów i dlaczego jego przyjazd jest tak wielkim szczęściem dla pana PimperSztukiTalego.
Unelma biegł ile sił w nogach. Z chaty dziadziusia do Dębowego Jaru droga była bowiem daleka, zaś chłopiec był bardzo niecierpliwy. Gdy dobiegł zdyszany na miejsce, ze zdumieniem stwierdził, że w Dębowym Jarze znajdują się wszyscy mieszkańcy krainy Twórczości, oprócz dziadziusia i PimperSztukiTalego. Był to widok nietypowy, ponieważ zwykle można było spotkać tu zaledwie kilka, kilkanaście osób. Coś wielkiego musiało się wydarzyć, jeżeli prawie wszyscy zdecydowali się zrezygnować ze swoich codziennych zajęć i przyjść do Dębowego Jaru.
- Przepraszam panią najmocniej. Co tutaj się dzieje?- zapytał Unelma, gdy spostrzegł sąsiadkę panią Piedrę Ivaneskę Maczupińską, która na co dzień była bardzo wścibska i nieuprzejma.
- Ty, jak zawsze, nic nie wiesz. Wciąż się dziwię, że Hackle Backle to twój dziadek, nie zasługujesz, by mieć takiego dziadka. On ciężko pracuje i twórczo, a ty… nawet śniadania nie potrafisz skończyć. Och… No dobrze, powiem ci. To wielki dzień. Dzisiaj ma przyjechać Dawca Wszystkich Darów. Oczekujemy na niego w nadziei na bogactwa i złoto. Wszystko inne już mamy, dlatego liczymy, że Dawca obdaruje nas rubinami, diamentami, za to, że tak świetnie realizujemy jego wolę.- powiedziała kobieta krzywiąc się, jak gdyby rozmowa z chłopcem sprawiała jej wielką przykrość.
- No dobrze, rozumiem. Ale, czy byłaby pani łaskawa powiedzieć mi, kim jest Dawca Wszystkich Darów?- drążył chłopiec.
- Dobrze, dobrze, powiem ci prędko, ale już ze mną nie rozmawiaj! Nie chcę aby ktoś widział, że rozmawiam z tobą. Ludzie mojego stanu, nie powinni rozmawiać z ludźmi twojego pokroju. Och… więc… Dawca Wszystkich Darów, to ktoś bardzo stary i tak wielki, że nie sposób sobie tego wyobrazić. To Dawca, który może wszystko. On może wszystko dać, wszystko czego tylko zechcesz. Ja przyszłam po klejnoty, a teraz zejdź mi z drogi, bo ludzie zaczynają się na nas patrzeć.- powiedziała kobieta. Odchodząc potrąciła biednego Unelmę tak, że ten, przewrócił się. Chłopiec posiedział na trawie tylko chwilkę w oczekiwaniu, ale Dawca Wszystkich Darów nie przyszedł ku wielkiemu zawodowi pani Piedry Ivaneski Maczupińskiej.
Unelma nie miał żadnych wielkich oczekiwań wobec tego, co rzekomo miało wydarzyć się w Dębowym Jarze, gdy czekał na trawie. W drodze powrotnej do domu dziadziusia, spotkał nieznajomego starca, który szedł bardzo wolno podpierając się na dębowej laseczce.
- Przepraszam, czy szanowny pan potrzebuje pomocy?- zapytał Unelma.
- Chłopcze, koło mnie przeszli niemal wszyscy mieszkańcy tej krainy, a tylko ty jeden zapytałeś czy potrzebna mi pomoc. Widzę jednak, że jesteś smutny, może to ja mógłbym pomóc tobie?
- Ach, drogi starcze, bardzo potrzebuję pomocy, ale co znaczą moje narzekania wobec twojego nieszczęścia. Masz stare, zmęczone nogi, nie dojdziesz prędko do Dębowego Jaru, a i moja pomoc na niewiele się zda. Ja mam dwie zdrowe nogi, dwie zdrowe ręce, nie to, co ty. Moim problemem jest to, że nie potrafię skończyć tego, za co się zabieram. Zaczynam różne rzeczy i zostawiam w połowie. Czuję, że do niczego się nie nadaję. W naszej krainie, każdy jest w czymś najlepszy. Tylko mnie mają za patałacha, który nawet nie potrafi skończyć śniadania.
- Unelma, ja cię bardzo dobrze znam. Lepiej niż ty sam siebie znasz. Ty również jesteś w czymś najlepszy, ale nie odkryjesz tego naśladując innych. Nie ma drugiego takiego chłopca jak ty. Twoim największym skarbem jest wszystko to, co masz już w sobie. Nie potrzebujesz, żadnych darów, bo już je otrzymałeś. Wszyscy mieszkańcy Twórczości otrzymali pewne dary, ale dar pozostawiony sam sobie blednie, a potem znika. Kochany chłopcze… Różnisz się bardzo od innych mieszkańców Twórczości, to dobrze. Nie przyszedłeś dziś do Dębowego Jaru po klejnoty, ale z ciekawości.
- Czy ty jesteś Dawcą Wszystkich Darów?- zapytał zdumiony Unelma.
- Jestem twoim Przyjacielem, który zawsze cię wysłucha, który pomoże ci rozwiązać każdy problem, który jest z tobą nawet wtedy, gdy go nie widzisz, i który był przy tobie przez cały ten czas. Dziś to ty pozwoliłeś nam na spotkanie, bo zacząłeś mnie szukać, bo byłeś ciekaw. Nie odwracam się od tych, którzy miast klejnotów i sławy, mnie poszukują. A teraz idź chłopcze, zacznij swoją przygodę.- powiedział Starzec uśmiechając się tajemniczo.
Unelma nie wiedział, co odpowiedzieć. Uśmiechnął się tylko i spuścił nieśmiało oczy, a kiedy znów podniósł głowę starca już nie było. Chłopiec wrócił do domu dziadziusia i zapisał całą tę historię. Z czasem odkrył, że niezwykłą radość sprawia mu spisywanie wydarzeń. Znalazł swoją drogę, został kronikarzem i choć żył skromnie, był bardzo szczęśliwy. Przyjaciel, tak jak obiecał, nigdy go nie zostawił, a Unelma często zwracał się do Niego w myślach, czasem mu dziękował, czasami przepraszał, a czasami prosił o pomoc. Chłopiec nigdy nie był samotny, ale zrozumiał to dopiero po tym, gdy spotkał Starca Przyjaciela. A kiedy Unelma zestarzał się już tak, że musiał opuścić krainę Twórczości, znów spotkał Starca Przyjaciela i było to najpiękniejsze, najbardziej oczekiwane spotkanie. 
 

 _____________________________________________________________________________
 Opowiadanie zostało wysłane na konkurs na bajkę z przesłaniem ogłoszony przez Wydawnictwo św. Macieja Apostoła. Publikacja opowiadania na blogu jest zgodna z regulaminem konkursu.

czwartek, 19 lutego 2015

Historia o kosmonaucie, który pokochał dźwięk.

Znowu nie mam opowiadania. Może niedobrze.Właściwie, to nie do końca prawda, bo mam, ale chcę popracować nad nim trochę dłużej. Będzie opublikowane na blogu i wysłane na konkurs, ale są pewne wymagania, które muszę spełnić, dlatego tak długo to trwa.

Ale mam pewną historię, bardzo ciekawą, nad którą można się chwilę pozastanawiać.
A może nawet dłużej.
You know that story of the Russian cosmonaut? So, the cosmonaut, He's the first man ever to go into space. Right? The Russians beat the Americans. So he goes up in this big spaceship, but the only habitable part of it's very small. So the cosmonaut's in there, and he's got this portal window, and he's looking out of it, and he sees the curvature of the Earth for the first time. I mean, the first man to ever look at the planet he's from. And he's lost in that moment. And all of a sudden this strange ticking... Begins coming out of the dashboard. Rips out the control panel, right? Takes out his tools. Trying to find the sound, trying to stop the sound. But he can't find it. He can't stop it. It keeps going. Few hours into this, begins to feel like torture. A few days go by with this sound, and he knows that this small sound... will break him. He'll lose his mind. What's he gonna do? He's up in space, alone, in a space closet. He's got 25 days left to go... with this sound. So the cosmonaut decides... the only way to save his sanity... is to fall in love with this sound. So he closes his eyes... and he goes into his imagination, and then he opens them. He doesn't hear ticking anymore. He hears music. And he spends the sailing through space in total bliss... and peace.
Rhoda Williams, Another Earth

sobota, 14 lutego 2015

There's a world out there...

Nie mam na dzisiaj żadnej opowieści, ani rysunku. Mam jednak cytat z książki, którą aktualnie czytam. Kilka słów, może nawet całkiem prostych, ale wartych przemyślenia.
"I had no difficulty in picturing full theatres and cinemas long after I myself was gone. Not everyone can do that. Many are so intoxicated with sensual impressions that they're not able to grasp that there's a world out there. And therefore they're not able to comprehend the opposite either - they don't understand that one day the world will end. We, however, are only few missing heartbeats away from being divorced from humanity for ever."
Jostein Gaarder, The Ringmaster's Daughter, s. 55