piątek, 30 września 2016

Komunikat Prasowy z Gór Kahlighari: Dziedzic dziwaczeje!

Mieszkańcy naszej krainy coraz częściej donoszą o dziwnym zachowaniu Dziedzica Paschilke. Prawdopodobnie wciąż przechodzi on traumę po porwaniu, które miało miejsce parę miesięcy temu. Pani Brunhilda Mandeburska (lat 93) postanowiła podzielić się z nami swoją opinią na temat zmian w jego zachowaniu:

"No więc... Ten dziedzic. On... Dziedzic Paschilke. Widziałam go wczoraj w szklarni pana Miłowita Pryncipińskiego. Siedział w środku i patrzył na ogórki. Wszyscy wiedzą, że pan Miłowit wyjechał do Makowego Grodu, do właściciela Karczmy pod Złotym Jeleniem. Ukrywa się tam odkąd zdradził żonę z księżną Abdegardą Dominiką Pimpuderlą Brzęczochowską, żoną księcia Dżdżysława Przaśnego. Odkąd Pan Pryncipiński wyjechał, Dziedzic Paschilke codziennie odwiedza jego szklarnię. Siedzi i patrzy na te ogórki, czasami nawet przez parę godzin".

Czy Dziedzic Paschilke przechodzi traumę?  Czy potrzebuje pomocy specjalistycznej? Zachęcamy do współpracy wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia w sprawie.

sobota, 6 sierpnia 2016

Kiedy wszystkie plany wezmą w łeb też może być dobrze

Są takie dni, kiedy wszystko jest perfekcyjnie zaplanowane a mimo tego nic nie wychodzi tak, jak "powinno". Dzisiejszy dzień miał upłynąć pod znakiem "Pism estetycznych" Diltheya, pod znakiem pisania magisterki i literackich poszukiwań. Miałam też w planie dokończyć książkę "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett, uważam, że jest wspaniała i nie mogę się doczekać tego momentu, aż zrecenzuję ją na blogu. Już mam długą listę osób, którym chciałabym ją pożyczyć.

Dzień zaczął się od tego, że zaspałam - z rana pracuje mi się najlepiej, zauważyłam, że mój mózg pracuje na najwyższych obrotach między szóstą a ósmą. Kiedyś zdarzyło mi się nawet czytać od piątej rano i teraz powoli staram się do tego wrócić. Dzisiaj się to nie udało. Gdyby nie decyzja o wczorajszym oglądaniu filmu i rozmowach nocą, pewnie wstałabym tak, jak sobie to zaplanowałam. Czy to jakaś moja porażka? Niekoniecznie.

Kiedy już wreszcie na dobre zbudziłam się ze snu i o dziesiątej usiadłam do tekstu "Wyobraźnia poetycka i obłęd", czułam się obłędnie. Wewnętrzna radość, że wreszcie mogę się tym zająć była tak silna, że nie mogłam się skupić. (Mniej więcej ten sam stan przeżywam wtedy, gdy myślę "Boże! To taki cudowny dzień, wreszcie będę mogła się wyspać!" - ekscytacja jaka temu towarzyszy zwykle nie pozwala mi zasnąć i nie osiągam swojego wymarzonego efektu, mimo tego ekscytuję się wciąż i za każdym razem oczekuję innych rezultatów, choć oczywiście wiem, że to jest pozbawione sensu). Można powiedzieć, że dzień przebiega z godziny na godzinę coraz gorzej, bo nie robię tego, co teoretycznie powinnam, a sytuacja jest o tyle zła, że mimo, że chcę to nie mogę, bo skupienie nie przychodzi.

Mogłabym przecież nie oglądać filmu wczoraj, albo zrezygnować z rozmów nocą. Jednak odkąd przestałam wszystko planować z dokładnością co do godziny, jestem nie tylko szczęśliwsza, ale również pracuje bardziej efektywnie mimo tego, że robię mniej niż sobie zaplanowałam. Każde doświadczenie można przekuć w jakąś naukę, a każda rozmowa może stać się początkiem inspiracji do twórczego działania. To, co bierzemy ze świata tak naprawdę zależy od nas i od tego, jak chcemy go postrzegać. Ale wydaje mi się, że nie wystarczy widzieć, że "szklanka jest w połowie pełna", trzeba nauczyć się ją widzieć jako pełną i pustą równocześnie, wtedy łatwiej zaakceptować to, że nie wszystko dzieje się po naszej myśli i zrozumieć, że to wcale nie znaczy, iż dzieje się źle, albo gorzej, niż gdyby odbyło się według naszego planu.

Spędziłam przy tekście Diltheya trzy i pół godziny, przeczytałam zaledwie pięć stron choć potrafię przeczytać w takim czasie kilkanaście razy więcej. Lektura "Wyobraźni poetyckiej i obłędu" została przerwana interesującą rozmową na temat tego, kim jest geniusz i czy sztuka oparta tylko na ekspresji namiętności może być nadal uznana za sztukę. A następnie zeszła na temat tego, czym dla nas (rozmawiających) jest literatura i jaki proces twórczy wydaje nam się wartościowy. Jak mogłabym odmówić sobie takiej rozmowy? W czasie tego dialogu znalazłam bardzo ciekawą inspirację, którą być może rozwinę w swojej pracy magisterskiej. Poza tym, wydaje mi się, że podczas rozmów i spotkań z innymi ludźmi tak naprawdę ustanawiamy samych siebie, dowiadujemy się kim jesteśmy, konfrontujemy swoje stanowiska, obstajemy przy nich, albo zmieniamy je. Ale przede wszystkim zwyczajnie zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy ludźmi i samotność w czterech ścianach gabinetu nie jest w stanie wypełnić miejsc tych, które są zarezerwowane dla rodziny i przyjaciół.

Wczoraj nauczyłam się tego, że każdą historię można opowiedzieć w dowolny sposób. To wydaje się takie banalne, a jednak dotąd nawet jeśli o tym myślałam, to nie przyszło mi do głowy żeby zacząć stosować tą mądrość w swoim życiu. Mogłabym powiedzieć, że dzisiejszy dzień jest stracony, bo nie udało mi się zrobić tego, co sobie zaplanowałam. Mogę przyjąć narrację negatywną, w której wyznacznikiem wartości tego dnia jest "lista rzeczy do zrobienia", ale świat, jak pisał Giordano Bruno, nie wyczerpuje się w tym, co dostrzegam wyglądając przez swoje okno.

Nie traciłam przecież czasu na bezsensowne patrzenie się w jeden punkt. Odbyłam ciekawą rozmowę, której wartość leży nie tylko w jej treści merytorycznej, podczas dialogu dzieje się przecież tak wiele, że nie sposób to opisać. To nie tylko gra myśli, gra emocji, ale to też kształtowanie się relacji między ludźmi. Mogłabym wyrzucać sobie, że przeczytałam zaledwie pięć stron tekstu, ale przecież dzisiaj jestem o pięć stron dalej niż wczoraj. Mogłabym mieć do siebie pretensje, że w tej chwili zamiast czytać piszę na blogu, ale przedwczoraj tak bardzo chciałam wrócić do pisania felietonów, nie wiedząc od czego zacząć, że ta dzisiejsza przerwa w lekturze wydaje się błogosławieństwem. Zawsze znajdzie się coś, czego nie zrobiłam, ale przecież w miejsce tego zawsze znajdzie się coś, co zrobiłam, czemu w danym momencie się poświęciłam.

I może nie trzeba chcieć być perfekcjonistką, skoro to z czasem nie tylko wychodzi bokami, ale również zamienia się w chandry lub co gorsza w depresję. Może właśnie dopiero wtedy, kiedy przyjdzie pogodzenie się z własną niedoskonałością można naprawdę rzucić się w to, co się kocha i próbować pokonywać swoje wady nie stawiając przed sobą niemożliwych do spełnienia oczekiwań. Nie wiem. Tak sobie myślę.

środa, 27 lipca 2016

Komunikat prasowy z Gór Kahlighari: Panika w Makowym Grodzie!


W dniu wczorajszym, w "Głosie Makowego Grodu" opublikowano następujący komunikat: 
 "Meteorolog Cyprian Marchewka ostrzega mieszkańców naszej krainy przed nadchodzącą suszą. -Zapowiada się ciężki okres dla Makowego Grodu, susza może doprowadzić do problemu głodu - powiedział Cyprian Marchewka naszemu korespondentowi".
Mieszkańcy Makowego Grodu zaniepokojeni tymi informacjami niezwłocznie udali się po poradę do miejscowej znachorki, Baby Zwozu. Kobieta natychmiast zaprzeczyła słowom meteorologa:
    "-Wczoraj rozbiłam jedno jajo kurze. Po zbiciu skorupki nie znalazłam nic prócz jajka i żółtka. Nie ma żadnych powodów by sądzić, że zbliża się susza. Cyprian Marchewka to oszust, który usiłuje zaburzyć spokój w naszej krainie".
Komitet Obrony Bezpieczeństwa Obywateli Makowego Grodu (KOBMG) wydał nakaz zatrzymania Cypriana M. pod zarzutem rozpowszechniania fałszywych informacji i zaburzania spokoju społecznego.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

List do przyjaciela od Dziedzica Paschilke


Po tej całej historii z porwaniem Dziedzic Paschilke nie mógł znaleźć sobie miejsca. Jego wewnętrzna harmonia została całkowicie zburzona i zastąpiona przez nieustanne poczucie zagrożenia. Był ciepły, wiosenny wieczór, ale Paschilke nie potrafił się nim cieszyć. Aby nie marnotrawić czasu na bezczynne wpatrywanie się w jeden punkt, postanowił napisać list do swojego przyjaciela:

Drogi Wojtku!
Nie pisałem do Ciebie listów w ostatnim czasie, ponieważ zostałem porwany. Mam nadzieję, że przyjmiesz ten fakt, jako całkiem sensowny powód mojego milczenia. Od tego porwania wiele się we mnie zmieniło. Dawny optymizm, prysnął. Wyobraź sobie, że zostałem porwany przez kobietę i nie kryje się za tym żadna miłosna historia! Po prostu chciała żebym jej wytępił krety z ogrodu...
Nie wiem już naprawdę co robić. Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni przeraża mnie. Obawiam się wyjścia z domu, bo na każdym kroku może mnie napaść ta wariatka, Pani Makowego Grodu. Zapewniam Cię, mój Drogi Przyjacielu, że tępienie kretów dla tej kobiety nie było żadną przyjemnością. Pracowałem codziennie przez dwanaście godzin... Doprawdy, myślę, że dzisiejszy świat nie ma żadnego szacunku dla dziedziców, a już na pewno nie ma go dla Dziedzica Paschilke.

Pełen żalu i myśli nasyconych głębokim lękiem, 
Twój serdeczny przyjaciel, 
Dziedzic Paschilke


sobota, 26 marca 2016

Kochani Czytelnicy!


Życzę Wam zdrowych, pogodnych, spędzonych w rodzinnym gronie Świąt Wielkanocnych, żeby te dni były okazją nie tylko do rodzinnych spotkań, ale również czasem refleksji i przemyśleń.
I oczywiście, niezmiennie życzę Wam lektury wielu wartościowych książek, które te refleksje i przemyślenia wzbogacą dodatkową treścią ;) 

Pozdrawiam serdecznie! ♡
Monika M. Zielińska